IndeksGalleryFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Nie Kwi 21, 2013 6:12 pm

Wygląd zewnętrzny: http://pix.com.ua/db/architecture/ancient/victorian_houses/m-320010.jpg

Biblioteczka: http://st.gdefon.ru/wallpapers_original/wallpapers/242014_biblioteka_-polki_-knigi_2560x1600_%28www.GdeFon.ru%29.jpg
Kuchnia: http://www.fabrykawnetrz.com.pl/storage/full/1351517357_Wiktoria%C5%84ska_ikona.jpg
Sypialnia: http://2.bp.blogspot.com/_cJSlFn7VcGA/TTaZ3wz9qfI/AAAAAAAAB_k/JURriSxF7GU/s1600/marie-antoinette-bedroom.jpg (a w niej również garderoba)
Jadalnia: http://furniturevictorian.com/wp-content/uploads/wp-checkout/images/victorian-dining-room-701-1362424629.jpg
Salon: http://insp.hplx.pl/aranzacje/wnetrza/salon_palacowy_bialy_bezowy_6861.jpg
Niewielki gabinecik: http://2.bp.blogspot.com/_r-xrTWRU_SQ/ScFnJWzBwnI/AAAAAAAABsg/92xk1XSxwho/s320/8.jpg
Łazienka: http://czasnawnetrze.pl/i/dz01MDAmaD01MDA=/4783f553/257-fot253.jpg
Pokój dla "lokaja" Wink   : http://www.homelement.com/images/AD721_316R130_020RS.jpg
Niewielkie, prywatne studio nagrań: http://www.musicandmore.pl/_data/image/Gitarzysta%20w%20studio/studio%20i%20gitara1.JPG



Amira z dumą zaprosiła Ariego do własnego zakątka. Uwielbiała ten dom, była wręcz zakochana w nim. Żyła sobie jak księżniczka...No ale w końcu musiała sobie odbić te lata w ciasnym sierocińcu. Od razu zaprosiła go do salonu.
-Jeju, w ogóle rozmowa nie kleiła się z tamtą kobietą. A o bardziej "niegrzecznych rzeczach" niż pocałunek, to raczej nie staraj się myśleć. -wytknęła język i rozsiadła się na kanapie, zsuwając buty z nóg.
-Rozgość się. -uśmiechnęła się do niego i wskazała na fotel.
-Właściwie, to czemu mnie nie dziwi, że DZIWACZNYM TRAFEM polazłeś tam, gdzie ja? -dodała, udając zmęczoną, by po chwili roześmiać się wesoło. -Mój ty lokaju.
Zastanawiała się, czy mężczyźnie spodoba się jej dom. Bo gdyby w razie coś miało między nimi grubszego być, to nie ma bata, żeby mieszkała w tym jego apartamenciku. Fakt, był ładny i duży, ale nie dorastał do pięt temu, co zaprojektowała i urządziła sama. To był dom jej marzeń, od zawsze chciała mieszkać w takim. Zdawała sobie sprawę, że jej posiadłość odbiega całkowicie od całego CC i że dzięki kontaktom z Nathanielem i szemranymi typami ze strefy 0 mogła się poszczycić chociażby trawnikiem czy roślinkami w domu... Wokół pełno robotów, a ona bawi się w takie stare klimaty. No ale co poradzić, nie jej wina, że od zawsze ją to kręciło...Stare mapy, meble, książki...


Ostatnio zmieniony przez Amira Nightingale dnia Czw Sie 08, 2013 7:14 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Nie Kwi 21, 2013 6:36 pm

No to teraz zmiana. Jego mieszkanie zwiedzili, teraz mógł przekroczyć próg mieszkania Ami. Teraz to już dopiero brukowce będą się ślinić do najnowszych fotek. Zastanawiał się, jaki to tym razem nagłówek go wypromuje.
- całkiem tu... - rozejrzał się z ogromnym zaskoczeniem robiąc pałze - ... przestronnie? - widać było że Ami lubi luksusy trochę nie w jego stylu, aczkolwiek nie przeszkadzało mu to. Miał wrażenie jakby wszedł na jakieś ekskluzywne salony co to można tylko dotykać i na nie patrzeć. Nie użytkować. W sumie zresztą podobnie jak ich właścicielka.
Długo nie trzeba było go prosić by rozłożył się na wielkim, jasnym fotelu i tak jak towarzyszka zasugerowała - rozgościć.
- fajnie tu masz, uważaj bo się przyzwyczaję - zaśmiał się
- a co do "niegrzecznych rzeczy" to zwykle staram się nie myśleć, tylko wcielać od razu w życie - puścił do niej oczko. Lubił ją tym denerwować, powoli przemieniało się to w pasje. Ari raz jeszcze rozejrzał się po pomieszczeniu. Było ładnie, przytulnie i nad wyraz kobieco. A przede wszystkim inaczej niż wszędzie indziej. Nie trudno więc było by do niej trafić. Jej dom zapewne widać ze śmigłowca z dużym powodzeniem, więc w razie bombardowanie mogli by dla hecy najpierw zrzucić właśnie tu.
- rola lokaja przyszła tak jakoś sama, a wyszedłem tuż za tobą z mieszkania, bo zapomniałaś swojego telefonu - przypomniało mu się o jego szczytnym celu. No tak, w końcu po to tam za nią polazł. Prawie by zapomniał przez tę całą szopkę. Wyciągnął aparat i podał na wyciągniętej dłoni
- proszę - uśmiechnął się szarmancko
- swoją drogą, mam nadzieję że z tymi ciuchami to żartowałaś - nawiązał do wcześniejszych gróźb Ami.
- serio, nie znam się na tym, więc i dla Ciebie lepiej abym się za o nie dotykał - zaśmiał się
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Nie Kwi 21, 2013 6:45 pm

Kiedy dostrzegła, że w sumie to Ariemu się chyba spodobało jej gniazdko, to odetchnęła z ulgą. Właściwie, to nie wiedziała czemu się tak tym przejmowała. Może temu, że tak jakby akceptując styl w jakim został wykonany jej dom, akceptował dużą część niej samej?
-I co? Przyzwyczaisz się i będziesz mi tu siedział na głowie non stop? Pięknie. ....Chociaż w sumie...-uśmiechnęła się. -Przydałby mi się ktoś, kto by mi gotował. -przeciągnęła się. Uwielbiała tę kanapę, była strasznie wygodna.
-O-o, uważaj, bo mnie przestraszysz. Wcielaj sobie w życie, ale posądzę cię o napastowanie. I spotkamy się w sądzie. -wytknęła język, śmiejąc się wesoło.

-...Serio? -zatkało ją. Zaczęła przeszukiwać kieszenie wewnętrzne w marynarce, potem plecak. Kiedy mężczyzna podał jej telefon, uśmiechnęła się uroczo w podziękowaniu. -Nie rozumiem jak mogłam go zapomnieć. Jest jak kończyna, a tu proszę...No nic, dziękuję ci za fatygę. -podeszła i pocałowała go w policzek w wyrazie wdzięczności.

-Nie, wiesz, jeszcze nie upadłam na głowę, żeby dawać komuś grzebać w mojej garderobie. Potem bym się tam nie odnalazła. -zaśmiała się.

-To skoro już tu jesteśmy... jakąś herbatkę? Albo co? Zostało mi jeszcze z zimy syropu piernikowego, Nathaniel dodawał go z uporem maniaka do wszystkiego, do kawy, herbaty...o dziwo było to dobre. Chcesz spróbować też? -zaproponowała, wychodząc już praktycznie z pokoju. Jeśli on by nie chciał, ona sama chętnie się napije. Zatrzymała się w przejściu. -Chyba, że wolisz jakieś wino, ale wtedy ja spasuję. Będziesz pił sam. -uśmiechnęła się i odwróciła delikatnie, oczekując odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Nie Kwi 21, 2013 7:07 pm

Uśmiechnął się i pokręcił lekko przecząco głowa - na głowie nie, ale na fotelu to z miłą chęcią - lubił grę słów i wykorzystywał ku temu każdą, napotkaną okazje.
- gotować nawet mogę, ale za drobną opłatą... - oblizał swoje wargi patrząc na Ami wyjątkowo lubieżnie. Był ciekawy kiedy w końcu ona nie wytrzyma i się wkurzy.

- sąd mi nie straszny - wymsknęło mu się, ale po chwili sprostował - oni i tak nic tam nie robią zaglądając na ulice - dodał wyjaśniając wcześniejsze słowa. Jeszcze trochę, a by się sam sprzedał iż już siedział. Pięknie Ari, a tego nie chcemy, prawda?

- w sumie takie grzebanie w garderobie nie było by takie złe - na jego twarzy powrócił ten sam, szatański uśmieszek - masz tam zapewne nie tylko bluzeczki, ale majteczki, staniczki i różne inne fajne rzeczy... - uzmysławiał jej że nawet w tak nudnym zajęciu jak układanie ubrań, potrafi dla swojej strony znaleźć jakieś nieprzyzwoite korzyści. Cały on - zawsze znalazł powód do uciechy. Wieczny optymista-sadysta i masochista.

- chętnie wybrał bym wino, zapewne masz jakieś pół wytrawne w zanadrzu, ale ... sam? To nawet nie gościnnie - nie ukrywał oburzenia. Nie potrafił zrozumieć czemu Ami nie chciała wypić z nim lampki wina. Nie upije się przecież, bez przesady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Pon Kwi 22, 2013 5:51 pm

-No co za kawalarz...-zaśmiała się z bardzo suchego żartu, zarówno ten z grą słów jak i ten o "opłacie". -Oczywiście, sypnę ci groszem. A co mi tam, niech się plebs cieszy. -uniosła dłonie teatralnie w górę, udając kapryśną i zadufaną w sobie arystokratkę.

-...Jesteś okropnym zboczeńcem. Tak się składa, że takie rzeczy trzymam w szufladach, a wyciągnęłabym wszystko z półek. A ich, uwierz, jest sporo. Ale fantazjuj dalej, skoro nie masz nic lepszego do roboty. -zaśmiała się, zaskoczona jego umiejętnością znajdowania "niegrzecznych" rzeczy wszędzie, gdzie tylko się da.

-Powinnam mieć, ze spokojem. Nie no, na serio, ja nie mam ochoty. Wolę herbatę z tym syropem piernikowym. To jak, pół wytrawne, tak? -uśmiechnęła się i ruszyła w stronę kuchni. Taka prawda, że wróciła niedawno z koncertów. Miała dosyć picia. W ciągu najbliższych kilku dni raczej nie będzie kombinować. Wstawiła wodę i uszykowała szklankę, wyglądającą jakby była wykonana jak witraż. Uwielbiała takie kolorowe mozaiki. Wyciągnęła również butelkę wina i kryształowy, bogato zdobiony kieliszek. Nalała trochę i odłożyła butelkę. Zalała herbatę i dolała syropu, po czym wróciła do pokoju i postawiła wszystko na stoliczku, uroczo uśmiechając się do Ariasa. Szybciorem jeszcze skoczyła po jakieś ciastka do kuchni. Wygrzebała swoje ulubione jeżyki i również postawiła je na stole. Zajęła poprzednie miejsce i zaczęła pić herbatę, przegryzając ją ciastkami.
-Mam gdzieś, czy to nie gościnne czy jak. Nie mam ochoty - nie będę tego robić. Gwiazdki tak mają, nie wiesz? -wytknęła język. Oczywiście żartowała, ale bardziej jej chodziło o to, że nie dba jak ktoś co odbierze. Raczej robiła to, na co miała ochotę, bez zmuszania się do innych rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Wto Kwi 23, 2013 5:21 pm

- "Jesteś okropnym zboczeńcem." - powtórzył po niej niczym mała papuga
- sądziłem że już dawno doszłaś do takiego wniosku, dopiero teraz mój level up? Fajnie - uśmiechnął się szeroko zadowolony z nie wiadomo czego.
Gdy Ami nalała mu wina, ten skwasił się jakby właśnie połknął muszkę owocówkę
- nie będę sam pić! - zaprotestował i chwilę potem założył dłonie na klatce piersiowej w geście dalszego protestu
- to nalej mi tego piernikowego czegoś co tam trzymasz - wskazał palcem na te dziwną substancję co to nijaki 'Nathahaniel' codziennie nieźle przedawkowuje
- tylko nie wlewaj mi czasem do wina... - zaśmiał się biorąc na serio taką ewentualność. Kto wie, może lubiła takie mieszanki?

Przyglądał jej się dłuższą chwilę. Różniła się od tej dziewuszki którą spotkał wcześniej. Była bardziej wyluzowana, nie atakowała tak agresywnie i nawet nie oberwał po twarzy. W sumie to i nie uderzyła go nigdy, jednak cały czas wyczuwał taką ewentualność.
- to mówisz że sobie tu mieszkasz... - przerwał głuchą ciszę jaka nastała
- tak sama? - zapytał nie mogąc się powstrzymać
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Wto Kwi 23, 2013 5:35 pm

-Wiedziałam to już wcześniej, ale jestem ciekawa gdzie są granice. -wytknęła język.
-To nie pij! Łaski mi nie robisz. -pokazała mu środkowy palec i wzięła łyka swojego napoju. -A to mam teraz wylać, tak? Eh...-wzięła kieliszek, wstała i podreptała do kuchni zrobić drugą herbatę. Wróciła z ciepłym napojem i podała go Ariasowi. -Ostatni raz ci tak usługuję. -pokazała na niego palcem z uśmiechem.

-Tak, sama. Czasem wpadają chłopacy z zespołu na jakąś próbę czy coś. Albo Nathaniel. Albo jego siostra. Różnie. Kto wie...-usiadła i podkurczyła nogi, przytulając się do kolan. -...może kiedyś ktoś tu ze mną zamieszka? -trochę się zapomniała. Rozmarzyła się trochę i wybiła się z ramek "flirciary", której rolę postanowiła grać. Ale taka prawda, męczyło ją już to ciągłe bycie samej. Niby nie cierpiała na brak adoratorów, ale większość chciała tylko jednego, albo lansu, że chodzą z gwiazdą. A jej tak w głębi marzyło się coś prawdziwego i większego. Uśmiechnęła się do siebie.

-Lubisz książki? -spytała ni z gruszki pietruszki. Chciała mu coś pokazać, ale nie chciała go zanudzić. Musiała najpierw się dowiedzieć, czy też go to interesuje.

-To jak? Zostajesz i gotujesz mi dzisiaj kolację, jutro śniadanie? Nie dopowiadaj sobie niczego, od razu uprzedzam. -jeszcze było dość wcześnie, ale była ciekawa co mężczyzna by jej podał na kolację. W końcu zgłosił się na stanowisko lokaja, teraz to już ma przerąbane. Trzeba było się nie pchać. Uśmiechnęła się do niego wesoło i założyła nogę na nogę, dopijając herbatę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Sro Kwi 24, 2013 3:17 pm

- Nathaniel? - musiał, ale to musiał o to się zapytać. Już wiele razy wcześniej Ami jego imię wypowiedziała z wyraźnym zadowoleniem na twarzy. Ariego powoli to drażniło i gdy tylko po raz kolejny usłyszał to imię, w środku niego coś się wręcz się gotowało ze złości. Kimże on był dla jego Ami - na pewno nie kolegą z zespołu. Na pewno nie bratem, ani rodziną. Pozostaje mu już jedna opcja
- to twój chłopak? - wypalił nagle z grobowym wyrazem twarzy. Ledwie mu te słowa przeszły przez gardło. Wbijał w nią swój wzrok udając mimo wszytko że go to nie rusza.
- jeśli tak, to twoja propozycja z kolacjo-śniadaniem nie jest zbyt na miejscu - dodał przy okazji gdy poukładał sobie w głowie fakty.
Ari teraz miał cichą nadzieję, że dziewczyna tym podejrzeniom zaprzeczy. Oczywiście zwykle go to nie obchodziło czy laska ma facety czy też nie, ale z Ami było inaczej niż z resztą dziewczyn. Ari zaczynał się poczuwać do tego, by w końcu być z kimś nie dla seksu, lecz z miłości. Sam nie dowierzał temu że doszedł samodzielnie do takich wniosków, jednak ostatnio spędzony czas z dziewczyną dał mu wiele do myślenia. Jeszcze nie był pewien co do uczuć, mimo to był cholernie zazdrosny o każdego, kto był w jej otoczeniu i miał coś między nogami.

- a to się je? - zażartował gdy Ami wspomniała o książkach
- niezbyt, wiesz, taki playboy jak ja rzadko miewa czas na poważniejsze lektury - dodał żartobliwie i zawiesił ramiona na oparciu fotela, siadając bardziej luzacko. Brakowało już tylko tego, by położył nogi na blacie stołu , ale tego, jak przypuszczał, Ami już by tak łatwo nie wybaczyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Sro Kwi 24, 2013 3:45 pm

Amira uśmiechnęła się pod nosem, jednak widząc poważną minę mężczyzny wybuchła niekontrolowanym śmiechem. Czyżby go to ruszało?
-Nathaniel? -uśmiechnęła się chytrze i delikatnie usiadła mężczyźnie na kolana. Oplotła jego szyję ramionami. -Czyżbyś był zazdrosny...? -spytała, przygryzając delikatnie jego wargę w powolnym pocałunku. Następnie odsunęła swoją twarz od jego i uśmiechnęła się uroczo. -To mój pierwszy mężczyzna. -mówiąc "mężczyzna", spojrzała na Ariasa w taki sposób, by bez trudu odgadnął, co dokładnie ma na myśli. -Fakt, że jednorazowo, no ale cóż. Jest moim dobrym przyjacielem, dzięki niemu znam też moją najlepszą przyjaciółkę - jego siostrę. Czasem nagrywamy jakieś piosenki razem, albo nawet podrzuca mi jakieś swoje piosenki do śpiewania...Albo on śpiewa moje, dla mojego zespołu. A skoro nie chcesz dla mnie gotować...-wstała z jego kolan i opadła z powrotem na kanapę -...to nie. Zwalniam cię, lokaju. Teraz będziesz musiał się postarać, jeśli chciałbyś ewentualnie odzyskać posadę. -wytknęła język.

-Um...-podrapała się po tyle głowy. Miała nadzieję, że to był tylko taki głupi żart. Jego ton głosu tak brzmiał, ale mawiają, że w każdym żarcie jest ziarno prawdy... Chyba by ją zabolało, gdyby facet, który zaczyna jej się coraz bardziej podobać, okazał się analfabetą i ignorantem. -To był żart, prawda? -spytała z uśmiechem, starając się ukryć obawy rozczarowania. Zasłoniła się kubkiem z herbatą i dopiła resztkę ciepłego napoju.

Przeciągnęła się. Czuła się dziwnie, z jednej strony chciała jak najlepiej wypaść przed mężczyzną, podobać mu się i tak dalej. Słowem- trochę się stresowała, czy spodoba mu się w całości, taka, jaka jest. A z drugiej strony czuła, jakby znała go od zawsze, niesamowicie swobodnie. Czy to...nie jest trochę ze sobą sprzeczne? Nie potrafiła tego wytłumaczyć. Co tu się dzieje? Nie mogła się przecież zakochać w kimś, kogo zna drugi dzień...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Czw Kwi 25, 2013 12:47 pm

BOŻE ona na mi usiadła i dała soczystego buziaka... Ari nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Nie spodziewał się takiego zachowania z jej strony. Gdy na niego się wdrapywała i oplotła ramiona wokół jego szyi - ten patrzył się na nią z szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia. Przez to wszystko prawie nie słyszał co do niego mówi. Obserwował dokłądnie każde jej posuniecie. Takiego stanu już dawno nie miał. Serce waliło mu w piersi, gdy to jej soczyste usta syknęły się z jego. Boże jedyny... w końcu się doczekał inicjatywy z strony Ami. Był w niebo wzięty, choć to nie odwróciło jego uwagi od faktu że ...
- pierwszy? - zapytał gdy przywróciło mu trochę przytomności. Pierw potrząsnął lekko głową by się trochę wybudzić z tego błogiego stanu. Ami strasznie mu zakręciła w głowie, ledwie mógł się pozbierać. Nawet nie sądził że jest tyle w niej seksapilu.
- że niby JAK pierwszy... JAK jednorazowo... hę? - nie wiedział co miała na myśli. Nathaniel to pierwszy facet, w sensie że chłopak, czy że...z nim się przespała? Patrzył na nią z podejrzliwym wzrokiem. Czyżby pod tą anielską wierzchnią piosenkarki, czaiła się diablica z piekła rodem?
Od środka rozgrzewało go uczucie, które niegdyś było mu obce. Czysta zazdrość. Fakt że dopytywał się sam o szczegóły, ale w prawdzie chyba nie chciał wiedzieć. W każdym bądź razie ten cały "Nathaniel" miał już u niego na pieńku. Na dużym pieńku z dużą siekierą. Że nawet powiem iż jest wstanie wykonać profesjonalne kastrowanie na nim w trzydzieści sekund po tym, jak sie do niej zbliży. O tak....

- tak żart, sądziłem że się zorientujesz... - odpowiedział wciąż poruszony wcześniejszą kwestią. Ari gorzko żałował że już z niego zlazła. Zdążył już się przyzwyczaić do tej pozycji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Czw Kwi 25, 2013 1:06 pm

Na usta Amiry cisnął się uśmiech. Taki zdezorientowany...Słyszała jego serce. Czyżby już miała go w garści? Nie zajęło to długo, tak w sumie.
Oho, dopytuje się o szczegóły. Której części on nie zrozumiał...Eh. Związała włosy w niedbały kok i spojrzała na niego uśmiechnięta.
-Pierwszy, w sensie pierwszy. Wypiliśmy trochę no i się stało. Zrobiło się wesoło i stwierdziłam, że no wiesz, że będzie fajnie. To było świadomie. Wiesz...um...początki sławy potrafią uderzyć do głowy trochę. -zaśmiała się. -A on pytał kilka razy, czy na pewno chcę. Całe szczęście jest niesamowicie w porządku osobą, jesteśmy przyjaciółmi. To nie było to, żeby mogło być coś więcej. Także powiedzmy, że to był taki przyjacielski pierwszy raz. -wytknęła język. Wiedziała, że to głupio brzmi. -Ale z tamtym życiem już koniec, od tamtego niedoszłego gwałtu. -uśmiechnęła się ciepło, mimo okropnych słów, które zawsze zadawały jakiś ból, gdy przechodziły jej przez gardło. Ami wstała i wzięła kubki. Zaniosła je do kuchni i szybko wróciła.
-I jak, smakowało? -widząc jego powagę, delikatnie pchnęła go w ramię. -No chyba serio nie jesteś zazdrosny? -zaśmiała się wesoło i chwyciła go za rękę, pokazując, że ma wstać.
-No mam nadzieję, że to był żart, bo chcę ci pokazać moją dumę. Chodź. -pociągnęła go za sobą i poprowadziła do ogromnej biblioteki. Puściła go i poszła na środek, unosząc ręce. -I jak? A...i...no...żebyś tego nie odebrał, że się chwalę, czy coś. Po prostu...-kurde. za długi język. Musiała to jakoś ładnie ubrać w słowa. -...czuję potrzebę dzielenia się z tobą moją radością, o. -uśmiechnęła się uroczo. Tak. dokładnie tak było. Chciała dzielić się z nim różnymi rzeczami, nawet jeśli nie było to rozsądne, z uwagi na czas jaki się znali. To nic. Nie będzie z niczym walczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Pią Kwi 26, 2013 6:13 pm

Patrzył się na nią z lekką złością na przemian z zaskoczeniem. Ami jak widać nie była wcale grzeczną dziewczynką. W sumie nawet to mu pasowało, jednak ta cała historia z pierwszym... Mogła sobie darować szczegóły. Dobrze że jeszcze nie powiedziała w jakiej pozycji i kiedy orgazm - no tylko tego brakowało. Ari zrobił naburmuszoną minę i nic się nie odzywał. Postanowił zostawić już ten temat, nim naprawdę ona zacznie się tym bardziej ekscytować.
- jasne - odpowiedział krótko. Nawet nie wiedział kiedy wypił swoja zawartość.
- nie ależ skąd... - mruknął pod nosem prawie nie słyszalnie, gdy ta zaczęła go podejrzewać o zazdrość. On zazdrosny? Ależ skąd.... Mógłby mieć każdą, albo nawet każdego, więc on zazdrosny? A no tak. I to bardzo. Choć starał się to ukryć, lecz wyraźnie nieudolnie.

Gdy dziewczyna wzięła go za rękę i powiedziała że chce mu pokazać swoją dumę, spojrzał na nią niezrozumiale, bo usłyszał coś zupełnie ...innego.
- ok, ale jak chcesz mnie zaprowadzić w jakiś ciemny kąt i zgwałcić - nie licz na to. Dziś nie da rady. - zaśmiał się by trochę rozluźnić atmosferę, choć nadal mu ciążyło na sercu wcześniejsze wyznanie Ami.
Gdy zjawili się w bibliotece, ten uśmiechną się głupio i rzekł - no przyznam że w bibliotece jeszcze tego nie robiłem...- spojrzał na Amirę czekając tylko aż go zbeszta za nieprzyzwoite teksty.
Powoli zaczyna się 'dzielić'... Fajnie. Zaśmiał się Ari w duchu, lecz jego myśli zdradził chytry uśmieszek jaki zawitał na jego smukłą buźkę.
- no przyznam że robi wrażenie... - odparł rozglądając się dookoła. Włożył dłonie w kieszenie spodni
- w zimę nie zmarzniesz, tyle opału... - zażartował drocząc się z nią, podszedł i zdjął z jej włosów gumkę. Tak wyglądała znacznie ładniej niż w koku. Nawet taka roztrzepana
- lepiej Ci w rozpuszczonych - rzekł szczerze patrząc na nią w pół uśmiechu i pocałował w czoło
- ty to wszytko napisałaś? - rozejrzał się raz jeszcze po pomieszczeniu i zażartował do dziewczyny. Zaczął spacerować i przyglądać się pułkom obładowanym przeróżnymi książkami, w końcu jego uwagę przykuła konkretna, chwycił ją i zaczął czytać na głos przypadkowe zdanie
- "a wtedy wkroczył on, dzielny i odważny, jego włosy powiewały na wietrze niczym flaga narodu, [...]dziewczyny mdlały na jego widok..."- czytał teatralnie gestykulując głosem oraz wymachując dłońmi. Po tym zdaniu zamknął głośno książkę
- nie sądziłem że o mnie tu też coś będzie.... - zaśmiał się zerkając na Ami. Odłożył książkę na miejsce
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Pią Kwi 26, 2013 6:37 pm

Co za typ. Najpierw o coś wypytuje, a potem się wścieka. No o co do cholery chodzi? Być zazdrosnym - co innego. Wściekać się o to, o co się poprosiło - też co innego.

-Bo ja nie mam co robić, tylko gwałcić takie typy jak ty. A w ogóle, to żart o gwałcie chyba nie jest na miejscu. -spojrzała na niego wymownie, jednak zaśmiała się. Nie chciała wywołać u niego wyrzutów sumienia, tylko zażartować. Właśnie to ją irytowało. Jak tak, to potrafiła o tym żartować, a jak przychodziło co do czego, to wszystko wracało jako koszmar.
-Dziś nie da rady? -spojrzała na niego z uśmiechem. -Dziś ci się mniej podobam? -wytknęła język wesoło.

Czekała z zapartym tchem, aż mężczyzna coś powie o jej ulubionym miejscu w całym domu. A on?....a on rzuca takim nieprzyzwoitym tekstem. Opadły jej ręce.
-Ugghhhhhh! -warknęła i podeszła do niego, by uderzyć go pięścią w klatkę piersiową. Zrobiła to lekko, zresztą, nawet gdyby chciała mocno, to i tak by jej to nie wyszło. Może psychicznie była niesamowicie silna, ale fizycznie...no cóż. -A ty tylko o jednym! I nie zrobisz. W końcu "dzisiaj nie da rady". -klepnęła go dwa razy otwartą dłonią po twarzy. Oczywiście delikatnie.
Stała i patrzyła, jak się rozgląda. Zignorowała wszelkie głupie teksty odnośnie "opału na zimę", żyłka jej lekko pulsowała, ale opanowała zirytowanie. To był żart, Ami. To był żart.
Kiedy podszedł i rozwiązał jej włosy...
-Oho, z lokaja na prywatną stylistkę. Nie musi mi być dobrze w czymś, musi mi być wygodnie. A jest mi ciepło i dlatego ...-związała włosy raz jeszcze. -...albo się przyzwyczaisz, albo do widzenia. -mrugnęła jednym okiem, unosząc jeden z kącików ust w zadziornym uśmiechu i obróciła się na pięcie, podchodząc do jednego z regałów. Otworzyła jedną z kilku książek, bardzo starych. Miała do takich słabość, potrafiła zapłacić mnóstwo pieniędzy za coś takiego. Nie miała w sumie jeszcze okazji jej przeglądać. Kiedy mężczyzna zaczął czytać, odwróciła się w jego stronę.
-O, a jednak umiesz czytać. Ale skromnością to ty nie grzeszysz. -zaśmiała się. -Ale wiesz, to ja chyba nie jestem dziewczyną, bo jakoś nie mdleję. Chyba, że masz inne wytłumaczenie.

Wróciła do swojej książki i...wypadła jej z rąk. Z hukiem upadła na ziemię, a Amira poczuła, że ma nogi jak z waty. Opadła na krzesło nieopodal, z wzrokiem wbitym w jedno miejsce. Zdjęcie, które wysunęło się z książki. Była to stara fotografia, na której można było dostrzec kobietę w kimonie, o identycznym wyglądzie jak Ami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Pią Kwi 26, 2013 7:07 pm

- moja zdolność prokreacyjna też czasem osiąga limit - wyjaśnił niczym jakiś ważny naukowiec
- faceci też czasem nie mogą, więc trudno się mówi - dalej się z nią przekomarzał. Weszło mu to chyba już w nawyk.

- mam wiele twarzy, nie tylko lokaja - zaśmiał się i wielce rozczarowało go, gdy nie posłuchała jego rady,a szkoda.
- jak sobie chcesz... potem się nie dziw że powiem "dziś nie da rady' - dokuczanie - kontynuacja. Ari był chyba w tym mistrzem. Bynajmniej za takiego się postrzegał.
- jak człowiek musi to i przyzwyczai... - odparł z wyraźnym niezadowoleniem - ale jak kiedyś ucieknę, to wiedz, że to wina tego koka - żartował sobie dalej. Miał tylko nadzieję że dziewczyna zauważy to i nie weźmie sobie tego do serca.

- mdlenie to tylko kwestia czasu - puścił jej oczko i wrócił do przeszukiwania rzędów książek. Kątem oka zauważył że dziewczyna zaczęła mu towarzyszyć w tym zadaniu, jednak chwilę później wyraźnie się źle poczuła. Ari nie dostrzegł zdjęcia. Szybko podszedł do Ami i rzekł z przejęciem
- hola, hola, to że mówiłem o kwestii czasu to nie było na poważnie! Nie mdlej mi tu czasem... - wyraźnie się przejął i wpatrywał w dziewczynę
- wszystko w porządku, co się stało, chcesz coś do picia? - przykucną tuż przy niej i zaczął się przyglądać z zniecierpliwieniem i zmartwieniem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Pią Kwi 26, 2013 7:23 pm

-Oczywiście, mogą, ja nie wątpię ani nie przeczę. -uśmiechnęła się.


-Oooo a jakie jeszcze na przykład? -uśmiechnęła się zaciekawiona. Zgarnęła za ucho kilka przednich kosmyków, które niesfornie nie dały złapać się wraz z resztą.
W odpowiedzi na te żarty o ucieczce przez koka, po prostu pokazała mu środkowy palec z uśmiechem. Lubiła nosić koka i nie będzie się zmieniać, bo komuś coś nie pasuje, albo woli co innego. Jego sprawa. A Arias jeszcze pokocha tego koka. -A wyobraź sobie...-podeszła do niego i stanęła za nim, lekko jeżdżąc opuszkami palców po jego brzuchu i klatce piersiowej -...że budzisz się i widzisz mnie obok, jak siedzę obok ciebie i czytam jakąś książkę, czekając, aż się obudzisz. Wszystko jest niesamowicie jasne od promieni słonecznych, które bez przeszkód padają na moją twarz i smukłą szyję, no i wyraźnie zarysowane obojczyki. W rozczochranym, porannym koku...-stanęła na palcach i musnęła ustami jego ucho. Przestawiła ton głosu z lekko zadziornego na cichy, zmysłowy szept. -...nadal ci się aż tak nie podoba? Niby włosy spięte, ale wciąż rozczochrane, skąpane w porannym zagmatwaniu, po...ciekawej nocy. A wszystko twoje. Moja szyja, którą mógłbyś bez problemu pocałować. Gdybym rozpuściła włosy, wszystko byłoby zakryte. -zrobiła chwilową pauzę, po czym uśmiechnęła się pod nosem i odsunęła się od niego. Wróciła do patrzenia na regał.

Kiedy mężczyzna podszedł do niej po tym, jak zasłabła, nie spojrzała nawet na niego. Nie odzywała się. Chwyciła się za głowę. Panikujesz, Ami, panikujesz. Nie zwracając uwagi na mężczyznę, wstała z krzesła i kucnęła, by podnieść książkę i zdjęcie. Spojrzała jeszcze raz. Nie no, kropka w kropkę jakby w lustro patrzyła. Spojrzała na ubranie kobiety. Jej uwagę przykuły ozdoby we włosach. Ponownie zrobiło jej się słabo.
-Ari...Ja chyba zwariowałam. -wydukała z siebie w końcu. Spojrzała na mężczyznę, ale i tak mało co widziała. Oczy błyszczały jej się od łez. Podała mu zdjęcie, z trudem próbując opanować łzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Pią Kwi 26, 2013 7:45 pm

- heh - uśmiechnął się szerzej - dowiesz się w swoim czasie - odpowiedział tajemniczo. Ha! Chciała by wiedzieć co ma jeszcze w zanadrzu, nie ma tak łatwo. Ari miał wiele twarzy, jak na przyzwoitego (nie wiem czy akurat to słowo tu jest odpowiednie ) aktora. Potrafił wcielić się niemal w każdą postać poczynając od mrocznego, barowego gbura, pragnącego żłopać piwsko całymi dniami - do mega romantycznego kochanka który traktuje swą oblubienicę niczym księżniczkę. To kwestia tylko sytuacji w jakiej się znajdował. Potrafił od tak, zmienić charakter. Jednak nie zmienia to faktu że jego zboczona natura tak czy siak wychodziła na jaw. To chyba jedyna rzecz której nie potrafił ukryć, najwidoczniej siła wyższa, co an to poradzić? Taki już był.

Jak widać próbowała go znów skokietować - że tak to ujmę. Nawet mógłby przyznać że połknął haczyk, jednak wiedział że własnie o to jej chodziło, opanował więc to złudzenie i powstrzymał się od marzenia na jawie
- heh, rankiem jeszcze rozumiem, ale tak w południe? - zaśmiał się dając poznać, że nie łyknął tego. Ami miała trochę podobny charakter do niego. Z jednym wyjątkiem. On jak rozpalał drugą połówkę to po to, by to wykorzystać później. Ona zaś robiła to po to, by go takiego rozpalonego zostawić. Ach te kobiety, ani odrobinę delikatności - takie brutalne.

Niepokoiło go to, że milczała. Odnosił wrażenie jakby myślami była zupełnie gdzie indziej, a minę miała jakby zobaczyła ducha. Przeraziło go to odrobinę. Gdy podała mu zdjęcie nie wiedział w czym problem
- ładnie tu wyszłaś, o co więc chodzi? - zapytał z brakiem zrozumienia. Nie zdawał sobie wtedy jeszcze sprawy, że na fotografii nie była ona, lecz ktoś inny. Przyjrzał się raz jeszcze zdjęciu i przekręcił lekko głowę w bok w geście zastanowienia się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Pią Kwi 26, 2013 8:03 pm

-Trzeba być oryginalnym. Porannego koka nosić w południe, piżamę cały dzień, jeśli jest wolny. Chrzanić systeeem! -zaśmiała się, parodiując niektóre osoby ostatnim zdaniem. No proszę. Prawie go miała. Już się przyzwyczaił do jej taktyki, najwidoczniej. Jeszcze go to zgubi, zobaczy. Nawet się nie zorientuje, kiedy ona od tej taktyki odejdzie. Tym lepiej dla niej, jego zdziwienie będzie podwójne.

On nie widział problemu. Chwila...czy on ją pochwalił, że ładnie wyszła na zdjęciu?
-Ile ja według ciebie mam lat? 200? -spytała z niedowierzaniem, wciąż oszołomiona odkryciem. -To nie jestem ja! Właśnie o to chodzi! -pokazała palcem na książkę. -Kupiłam tę książkę na aukcji internetowej. Nawet nie wiem co to za książka, wiedziałam tylko, że jest z Japonii i że jest bardzo stara. -kucnęła na ziemi, biorąc księgę do rąk. Nie mogła w to uwierzyć, co tu się dzieje? Czy to możliwe...Nie. No ale... no ale ona jest identyczna. A co jeśli to jest jakiś jej przodek? Nie wiedziała co o tym myśleć. -A sądząc po wykonaniu...sprzedawał ją jakiś imbecyl, nie znający się na rzeczy. To nie są pierwsze lepsze materiały, na takie oprawienie kartek, zwojów, pal licho czego...trzeba było mnóstwo pieniędzy. -ręką wodziła po starej, poniszczonej okładce. Bała się ją otworzyć. Czuła, jak całe jej ciało drętwieje. Co tam robiła ta fotografia? Z jednej strony strasznie chciała otworzyć księgę i przeczytać, co tam jest napisane...Ale z drugiej...bała się. Bała się jak nigdy. Spojrzała na Ariego zaczerwienionymi i błyszczącymi od łez oczami. Kto by pomyślał, że Azjatka może do takiego stopnia otwierać oczy ze zdziwienia... Oparła głowę o fragment krzesła, wciąż wpatrując się w książkę. -A...do tego ta ozdoba we włosach...Ja mam identyczną. Podobno to było wetknięte w materiał, którym byłam owinięta, gdy mnie podrzucono do sierocińca. To właśnie na tej podstawie określili moją najbardziej prawdopodobną przeszłość, w sensie pochodzenie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Sro Maj 01, 2013 2:02 pm

- mam serio odpowiedzieć? - udał zaskoczenie gdy ta wspomniała o sądnym wieku. Wiedział jak kobiety reagują na tego typu tematy. Nie bez powodu obrażają się gdy zapyta się je o wiek.
Nachylił się i pocałował ją w głowę
- nie martw się, dla mnie i tak zawsze będziesz mieć gorące szesnaście - uśmiechnął się uroczo i poklepał ją pocieszająco, po plecach. Lubił to robić. Znaczy, w sensie, że robić sobie żarty. Nie wiedział czy Ami długo to wytrzyma, no ale tak jakby nie miała większego wyboru - taki miał już charakter. Raz był aż do przesady dowcipny i przesadnie zboczony, a drugi raz poważny i niezmiernie troskliwy. Ale dzięki temu jego charakter nie jest jałowy. Prawda?

- nadal nie rozumiem Ciebie - patrzył na nią pytającym wzrokiem
- jeśli by nawet to przodek, co z tego? Równie dobrze ta kobieta na zdjęciu mogła by być tobą w poprzednim wcieleniu - to nic jednak nie zmienia - wyjaśnił spokojnie dziewczynie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Sro Maj 01, 2013 2:17 pm

-Gorące 16? Pedofil. -zaśmiała się lekko, na tyle, na ile pozwalał jej szok, jaki przed chwilą ją nawiedził. Kiedy dostrzegła, że mężczyzna nadal nie rozumie o co jej chodzi...Patrzyła na niego, jakby zobaczyła ducha.

-Jak to, nie wiesz o co mi chodzi? Co z tego, że to mój przodek? To z tego, że ja nie znam swojej rodziny. Jestem z sierocińca, pamiętasz? Jeżeli ona byłaby faktycznie ze mną spokrewniona...To już chociaż wiem, że na pewno jestem z tego kraju. Mam niewielki trop, który mnie może doprowadzić do rodziny. Chociaż...-zrobiło jej się jeszcze słabiej. Była blada. -...może nie powinnam dociekać prawdy. Skoro mnie oddali, to pewnie mnie nie chcą. Cholera jasna. -rozpłakała się. Tego było za dużo. Podkuliła nogi i ukryła twarz w dłoniach. Weź się w garść, Amira. Tyle lat byłaś silna, możesz i teraz. Próbowała zatrzymać potok łez, jednak nie wychodziło jej to. Ręce jej się trzęsły, nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić. Stanęła na chwiejnych nogach, wyraźnie było widać, że miała już dosyć tego wszystkiego. Po prostu opadła w ramiona Ariego. Było jej słabo, bolało ją serce, miała mętlik w głowie.
-Tyle lat nie wiedzieć, kim się naprawdę jest...-zdążyła wyszeptać sama do siebie, jakby nie wierząc nadal w to, że znalazła mały ślad, wskazówkę. Ciężko jej się oddychało, kręciło jej się w głowie. Poczuła bezwład w kończynach. Nie to, że traciła przytomność. Było jej strasznie słabo. -Muszę...muszę się napić wody. -odkleiła się od mężczyzny i już miała ruszyć do kuchni, gdy o mało co nie upadła na ziemię. Zdążyła się chwycić innego krzesła i opaść na nie dość niezgrabnie. Chwyciła się za głowę. -Jasna cholera...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Pon Maj 20, 2013 5:15 pm

- od razu pedofil... - wytknął czubek języka w kierunku dziewczyny

Wysłuchał jej słów i bardzo starał się ją zrozumieć jednak... nie potrafił. Ari pochodził z innego środowiska, miał inny sposób myślenia, przejawiał inne wartości, tak więc niezmiernie trudno było mu się postawić na miejscu swojej ukochanej. Wysłuchał każdego jej słowa które ulewało się bólem płynącym z jej duszy, i mimo że serce się krajało już na sam widok boleści dziewczyny, nie uronił ani łzy.
- spokojnie, to tylko głupie zdjęcie ... - odparł pomagając jej usiąść na krześle
- nigdzie nie idziesz, zostań tu - był nadzwyczaj poważny, albo raczej odpowiednim określeniem w tej sytuacji było by "zamyślony". Ari zastanawiał się jak pomóc Ami w tej trudnej dla jej życia chwili. Miał na to czas gdy udał się po szklankę wody do kuchni, jak i w drodze powrotnej.
- proszę - podał dziewczynie szklankę i przytaszczył z sobą drugie krzesło siadając na nim tak, aby oparcie krzesła służyło mu jako podpórka do ramion i brody.
- ja rozumiem że to bardzo ważne dla Ciebie... - zaczął spokojnie patrząc się na jej roztrzęsioną buźkę. Wyciągnął ku jej dłoń i odgarnął jeden z ciemnych, niesfornych kosmyków włosów, jakie opadały jej na twarz
- ... ale, tak jak wspomniałaś, naprawdę nie wiem czy warto dociekać prawdy, wiesz? - stwierdził trochę zrezygnowanym tonem głosu
- i wcale tu nie chodzi o to że 'Cię nie chcą' czy coś w ten deseń- dodał dla rozwiania niejasności
- jak widać, jesteś szczęśliwa tym kim się stałaś, a nie tym kim byłaś. Czemu więc nie chcesz tego się trzymać? - zapytał się poważnie nadal wpatrując się w Ami
- skąd masz pewność, że to co mogła byś się dowiedzieć, tylko nie zaszkodzi Ci? Może więc zapomnieć o tym znalezisku i żyć spokojnie dalej? - dodał chwytając ją za dłoń w geście wsparcia z jego strony
- jeśli jednak te słowa Cię nie przekonują, i nadal pragniesz odnaleźć prawdę, postaram się z całych sił, by Ci pomóc - dodał z lekkim uśmiechem. Ari zrozumiał że teraz nie czas i miejsce na jego egocentryczne zachowania jakim zwykle się spoufalał. Musiał się zmienić, musiał aby Ami przy nim pozostała. Albo inaczej.... chciał się zmienić.
- jeśli tylko zechcesz - dodał mocniej ściskając jej dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Pon Maj 20, 2013 5:38 pm

Siedziała z wytrzeszczonymi oczami. Nie spodziewała się tego po nim. On w końcu niezbyt rozumiał, przecież to widziała. Mimo wszystko jednak próbował ją wspierać i postawić się na jej miejscu. Zaimponowało jej to. Zaczynała się przekonywać, że może na nim polegać, że on zawsze będzie ją gdzieś asekurował. Odwzajemniła uścisk dłoni i uśmiechnęła się przez łzy.
-Dziękuję ci. -odgarnęła włosy i wytarła mokre policzki. -Chyba masz rację. Cholera jasna, nie jestem jakimś szarym człowiekiem i żeby nie było - nie mam zamiaru się tu przechwalać. Ale trzeba przyznać, że grzeszę sławą. Gdyby oni chcieli się ze mną skontaktować, nie mieliby z tym problemu. Najmniejszego. Zdjęcie sobie zostawię, książkę też przeczytam, może wyślę do nich wiadomość, jeśli przypadkiem znalazłabym miejsce ich zamieszkania. Ale chyba jakoś specjalnie dociekać...nie ma sensu...No bo co ja im powiem? Hej, wróciłam, to ja, wasza córka, którą zostawiliście kupę lat temu....? -westchnęła głośno i napiła się wody. -Masz rację, powinnam się skupiać na tym, co teraz. -kiwnęła głową, jakby sama do siebie. Tak, tak będzie dobrze. Może to zdjęcie wpadło jej w ręce akurat teraz, gdy on jej towarzyszył nie po to, by odszukała rodzinę, a może po to...żeby jej pokazać, że on się wziął za siebie i zaczął się starać jak nigdy? Uśmiechnęła się do siebie. Może. A może nie. Na tym polegało życie, dreszczyk emocji, który uwielbiała. Wiele rzeczy niepewnych i późniejsze zaskakujące nieraz wyniki.
Amira poczuła się już lepiej. Nie wiedziała jak dziękować mężczyźnie. Jedyne, co jej przyszło do głowy...pochyliła się do przodu i złożyła pocałunek na jego ustach. Nie był namiętny, czy coś. Był po prostu czuły i przepełniony wdzięcznością, troską i rodzącymi się uczuciami. Po prostu przyłożyła wargi i już. To był po prostu dłuższy buziak. Odsunęła się i uśmiechnęła raz jeszcze. Chyba pierwszy raz od dawna zarumieniła się. I nie wiedziała, czy to przez to, że przed chwilą płakała, czy chodzi po prostu o jego obecność. Podrapała się zakłopotana po głowie, czochrając włosy, i szybko odwróciła wzrok, niby patrząc przez okno.

Po chwili wstała i odłożyła zdjęcie do książki, a samą książkę położyła na stoliczku. Przeczyta ją, później. W swoim czasie. Nie odwracając się, wciąż trochę zawstydzona - co było jej obcym uczuciem już od dawna- postanowiła zaproponować coś do jedzenia.
-Jesteś głodny, albo co? Możemy zamówić pizze, albo spróbujesz przygotować coś z tego, co w lodówce...mój ty lokaju. -zaśmiała się do siebie, próbując złamać swój obecny, zakłopotany i zawstydzony wizerunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Pon Maj 20, 2013 6:18 pm

Cieszył się gdzieś w głębi siebie, że dziewczyna pojęła to, co starał się jej przekazać całym sobą. Nawet trochę się z tego powodu zaskoczył, bo tak w gruncie rzeczy, to pierwszy raz gdy znalazł się w sytuacji, która wymagała od niego takich słów oraz tak dorosłej postawy. Jak widać wyraźnie, ta 'odpowiednia' kobieta potrafi z mężczyzną zrobić naprawdę wiele...

Mógłby przysiąc, nawet był tego w stu procentach pewien, że dojrzał, dojrzał na jej twarzy rumieniec. Rumieniec spowodowany zakłopotaniem, który zauważył na jej słodkiej buźce, po raz pierwszy. Pozytywne zakłopotanie. A w dodatku buziak, mimo że grzeczny i niewinny, dawał dodatkowe punkty do lepszego samopoczucia Ariego. Dotknął ust koniuszkami swoich ciemnych palców, zastanawiając się czy to jawa czy może jednak sen.

Dziewczyna odłożyła książkę i niepewnie zaproponowała jedzenie. Wstał z krzesła energicznie, uśmiechając się od ucha do ucha prostując się i zakładając dłonie za głowę zaczął kroczyć dumnie.
- jeszcze się pytasz? - mijając ją dał jej małego buziaka w czubek łowy i pomknął dalej pogwizdując coś radośnie pod nosem
- jak przystało na przyzwoitego lokaja, muszę dobrze gotować swej pani! - odparł radośnie panosząc się już w pomieszczeniu przeznaczonym do pichcenia
- co pani więc sobie życzy? - krzyknął przeglądając bezwstydnie jej lodówkę. Można powiedzieć że zaczynał się tu czuć jak u siebie. Nawet tak się zachowywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Pon Maj 20, 2013 6:35 pm

Zaśmiała się sama do siebie i podreptała za nim do kuchni. Co za wstrętny robal, już się tak zadomowił, że pewnie go żadne środki owadobójcze nie wypędzą. Oparła się o futrynę i uśmiechnęła się do siebie, krzyżując ręce na piersiach. Obserwowała, jak grzebie w jej lodówce. Nagle sobie wyobraziła, jak rano budzi się i słyszy takie krzątanie się. Schodzi w piżamie na dół i w kuchni widzi Ariego, który wesoło się do niej uśmiecha, smażąc jajecznicę. Od razu się skarciła za to, ale w sumie...chyba nie miałaby nic przeciwko. Miło by było, gdyby byli ze sobą któregoś dnia tak zżyci, że Arias by się wprowadził... uśmiechnęła się szerzej pod nosem. O czym ona myśli. Niedawno go przecież poznała.
-Co bym zjadła...? -podeszła do niego i stanęła obok, również zaglądając do lodówki. Miała wrażenie, że jej twarz była lekko spuchnięta od płaczu, oby tylko mężczyzna się nie wystraszył. Przypomniała sobie o wyobrażeniu sprzed chwilki. -Jajecznicę. Nawet tego cholerstwa zrobić nie umiem, jak ostatnio próbowałam, to pół kuchni było w jajku, łącznie z czarną warstwą na piekarniku pod patelnią. -uśmiechnęła się gorzko i podeszła do jednego z blatów, siadając na nim swobodnie. Chciała popatrzeć, jak gotuje. Może się czegoś nauczy...?
Ami siedziała i machała nogami jak małe dziecko. Cóż poradzić, była niziutka, jak to Azjatka. Przyglądała się z ciekawością dziecka mężczyźnie i coś sobie uświadomiła. Mieszkała tu sama. Było strasznie cicho, za cicho tutaj. Zawsze próbowała wypełnić tę ciszę znajomymi, non stop zapraszając ich do siebie. Nie chciała proponować Ariemu wprowadzenia się, absolutnie. Ale taka mała próba byłaby ciekawym doświadczeniem.
-Słuchaj, Ari... -zaczęła, spoglądając na swoje nogi. Góra...dół.....góra....dół... -muszę ci jakoś zrekompensować to przeziębienie, którego się nabawiłeś przeze mnie nad jeziorem. Co ty na to, mój lokaju, żebym przez...no nie wiem, może jakiś tydzień, pozwoliła ci gotować dla mnie codziennie? Łaska Amiry Nightingale nie zna granic, nie sądzisz? -uśmiechnęła się wesoło. -Powiedzmy, że to pewien rodzaj...wymiany? Ja zapewnię ci dostęp do wszelkich zakątków tego raju, ale za to będziesz mi gotował. W twoje obowiązki wchodzić będzie -odchrząknęła teatralnie, oczywiście cały czas udając wielką arystokratkę - śniadanie, obiad, podwieczorek bądź kolacja. Masz prawo do zamówienia na wynos tylko jednego z tych 4 posiłków, przy czym musisz tolerować moją obecność. Nie to, że chcę się czegoś nauczyć...szlachta nie uczy się od plebsu w końcu. -odgarnęła włosy. -Jeśli uważasz, że korzystanie z tego domu to zbyt mała zapłata, możesz spróbować się targować, zobaczymy, może któryś twój pomysł mi się spodoba. -spojrzała na niego na tyle zaczepnie, na ile pozwalał jej nastrój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arias Darkins
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 155
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Wto Maj 21, 2013 6:30 pm

W gruncie rzeczy myślał by zrobić wyśmienity omlet z dodatkami warzywnymi, jakie to znalazł w zamrażarce dziewczyny. Ami jednak zażyczyła sobie jajecznicę - więc będzie ją miała. Ari podszedł do lodówki i chwycił dwie pary jajek, następnie przyszykował patelnie i nim dziewczyna się obejrzała, jej danie powoli było gotowe. Jajecznica - nic prostszego dla Ariego!
Chłopak musiał przyznać że trochę trudno było mu się skupić na gotowaniu, gdy zaraz obok widział krągłe uda swojej wybranki. Jednak z całych sił starał się w nią nie wgapiać i całą swą uwagę poświęcał mieszając jajecznicę na patelni. W całym pomieszczeniu rozeszła się wyśmienita woń, wyśmienitego dania.
- i proszę bardzo, gotowe! - oznajmił unosząc patelnię do góry w geście triumfu, po czym zaczął zmierzać do porcelanowych talerzy jakie przygotował już dużo wcześniej. Białowłosy już przedtem lubił pichcić, lecz zauważył że gdy robił to dla kogoś bliskiego, sprawiało mu to jeszcze więcej frajdy.
Powoli zaczął nakładać drewnianą szpatułką, porcje jajecznicy na talerz
- wymiany? - nagle zdębiał i wyprostował się zdumiony. Sam nie dowierzał swoim uszom. Odkręcił się do dziewczyny z zaskoczoną miną twarzy i zapytał niepewnie
- czy ty właśnie zaproponowałaś mi wprowadzenie się? - zapytał bez ceregieli. Wprawdzie mógł to ująć jakoś delikatniej, ale był w takim głębokim szoku że trudno było mu ubrać to w jakieś inne, bardziej odpowiednie słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira Nightingale
Gracz
Gracz


Liczba postów : 74
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   Wto Maj 21, 2013 6:41 pm

Woń jajecznicy była niesamowita. Amira poczuła, jak w jej ustach wzmaga się ilość produkowanej śliny jak szalona. Wzięła talerz i widelec i zaczęła rozkoszować się wyśmienitym smakiem. Ari był świetnym kucharzem. W końcu to faceci są lepsi w tym od kobiet, a on był potwierdzeniem tej reguły.
-Dziękuję, lokaju. Wyszła ci genialnie. -uśmiechnęła się, celując w talerz widelcem. Nawet się nie zorientowała, kiedy zjadła wszystko.

Kiedy dostrzegła oszołomienie na twarzy mężczyzny, zaśmiała się szczerze. Odłożyła talerz obok siebie, nadal machając nogami.
-Wprowadzenie się? Nie wlewaj sobie. Tydzień próbny to nie takie znowu wprowadzanie się. To bardziej jak "wakacje". Chociaż jeśli będziesz się dobrze sprawował, może będziemy przedłużać twoją umowę tygodniami. Powiedzmy sobie szczerze - nie umiem gotować, a nie będę cały czas jadła na wynos, jak mogę mieć takie rarytasy. Więc powtarzam. Ty mi gotujesz, ja pozwalam ci tu pomieszkiwać. Pewnie masz jakąś pracę, więc musisz na ten tydzień wziąć wolne. Pokrywam wszelkie koszty składników i możesz też dostawać "kieszonkowe" jeśli chcesz. I zapytam po raz kolejny - czy masz jakieś jeszcze propozycje zapłaty? -uśmiechnęła się wyniośle. Starała się udawać rzeczową, zapatrzoną w siebie księżniczkę, która łaskawie pozwala komuś gotować dla niej. Zeskoczyła z blatu i sięgnęła po kawałek chleba, którym dokładnie wytarła pozostałości jajecznicy na talerzu. Następnie zjadła chleb, a talerz włożyła do zmywarki. Bawiła ją cała ta sytuacja i szok mężczyzny. Pewnie się tego nie spodziewał, ale to dobrze. Zdobyła kolejny plus. Zaskakiwanie było jej mocną stroną, to trzeba było przyznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy   

Powrót do góry Go down
 
Posiadłość Amiry Nightingale na obrzeżach dzielnicy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Posiadłość Trizgane.
» Obrzeża lasu
» Dom Yui Takumi i Agavaen Brockway - Obrzeże Tokio
» Odnowiona posiadłość
» Wesołe Miasteczko na obrzeżach Londynu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
K.A.R.A. 4 :: Strefa I :: Dzielnica handlowa-
Skocz do: