IndeksGalleryFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kostnica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 271
Reputation : 11

PisanieTemat: Kostnica   Pią Lut 01, 2013 10:34 pm

Nadzwyczaj nieprzyjemne miejsce dla każdego stworzenia mającego choć krztę uczuć. Wschodnia część budynku jest zapadnięta, cała reszta się ma całkiem dobrze. Po wejściu do kostnicy nadal można poczuć zapach zgnilizny ludzkiego ciała, a idąc gdziekolwiek w tym budynku napotkać można kości zmarłych.
Kostnica zawiera małe pomieszczenie z jakimiś papierzyskami, jednak nikt nigdy się nie sprawdził, cóż to takiego ważnego zostało tam napisane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marceille Vicious
Świetny gracz
Świetny gracz
avatar

Liczba postów : 264
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Sro Kwi 10, 2013 2:16 pm

Słyszeliście może o powiedzeniu gdzie diabeł nie może tam babę pośle? Jeśli tak, to wiedzcie, że jest w tym trochę prawdy. Oczywiście, nie mam na myśli tu rzeczywistego wysłannika piekieł z rogami i skórą o kolorze pancerza raka! W tym przypadku chodzi o pewnego przemiłego staruszka będącego dawien dawna przyjacielem rodziny Marcelinki. Otóż owy przeuroczy jegomość poprosił totalnie wręcz aspołeczną dziewczynę o przyniesienie z jakiejś zapadłej dziury akt dotyczących sekcji zwłok jego matki. Uprzednio wytłumaczył oczywiście Marc, że z dokumentacji przedstawionej jego rodzinie wiele rzeczy było najzwyczajniej w świecie tak zagmatwane, że od razu wyczuwał jakiś podstęp. Marc tylko dzięki swojemu niezwykłemu opanowaniu nie rzuciła na ten temat kąsliwej uwagi. No bo w końcu, jego matka nie żyła od jakichś 40 lat! Dziewczyna próbowała się jakoś z tego wykaraskać, no bo przecież są lepsze rzeczy do roboty niż bieganie po II strefie naszpikowanej androidami i cyborgami. Ot, leżenie do góry brzuchem na przykład. Próbowała obdarzyć tą niezwykle fascynującą robotą swojego brata, ale Ethan oczywiście zbył ją w swój uroczy, niezwykle dyplomatyczny sposób. A niech go cholera!
Takim oto sposobem nadąsana, wkręcona w tą całkowicie nie dotyczącą jej sprawę Marceille trafiła do kostnicy, w której to miała znaleźć owe papiery z zawartą w nich tajemną wiedzą na temat zgonu mamusi tego faceta. Cudowna zabawa dla całej rodziny, polecam~
- O cholera. - wymsknęło jej się, gdy tylko zobaczyła budynek, w którym kiedyś mieściła się kostnica. Uściślijmy - najpierw zobaczyła zapadniętą część, co raczej optymizmem by nikogo nie napawało. Dość głośno przełknęła ślinę i rozejrzała się - okolica, cóż za zdziwienie, nie wyglądała na tętniącą życiem. Teraz już trochę pewniej ruszyła w stronę drzwi prowadzących do tej wciąż-jakoś-się-trzymającej części budynku. Pchnęła dość mocno masywne drzwi wejściowe, które otworzyły się z przeokropnym piskiem. Marc szybko odwróciła głowę by sprawdzić, czy aby przypadkiem nie zwabiła w te miejsce żadnych zmechanizowanych. Na szczęście teren nadal wyglądał na czysty, więc bez zbędnych już ceregieli weszła do środka. Unosił się tam przeokropny zapach kurzu, zaschniętej krwi, starości i rozkładających się ciał. Nie było tu zbyt przyjemnie, dlatego ostrożnie stawiając kroki, szukała wewnątrz pomieszczenia wyglądającego na miejsce, w którym trzymaliby wszelkie papierzyska. W skrócie, szukała pokoju z wielkimi regałami, ewentualnie z kartami zgonów leżącymi na podłodze. Po dłuższych poszukiwaniach znalazła to, czego tak zapalczywie szukała. W końcu zaczęła przekopywać się przez owe papierzyska z nadzieją, że wszystko pójdzie po jej myśli i niedługo będzie znów mogła cieszyć się swoim ulubionym zajęciem, czyli lenistwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jake Walker
Początkujący
Początkujący
avatar

Liczba postów : 30
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Sro Kwi 10, 2013 3:20 pm

Naturalną rzeczą jest popołudniowa drzemka po sytym posiłku, na miękkim materacyku i z wyjątkowym poczuciem bezpieczeństwa. Śniąc o bogactwie, sławie, pięknych kobietach i aucie. Może jednak było by to bardziej naturalne, gdyby nie jeden szczegół. To wszytko działo się w kostnicy. Ale cóż poradzić skoro biednego Jacoba ścigano za jakieś drobne przewinienia na mieście. Pewnie już te dupki porozwieszali listy gończe z jego podobizną. Heh, to zabawne bo nawet nie widzieli jego twarzy. Ot zalet jego maski nie było granic.
Jake przewracał się właśnie na drugi bok, gdy obudził go przeraźliwy hałas roztwieranych drzwi od kostnicy. Trochę się przestraszył, lecz nie był w stanie sobie wyobrazić w jaki cholerny sposób go wytropiły te gnidy. To jest a wykonalne, bo zacierał ślady wręcz mistrzowsko! Nie było mu równych w tym. Drugie pytanie nasuwało się już samo. Czego tu szukają? Tylko Jacob był w stanie wytrzymać w tym odorze 24h, bez konieczności wychodzenia na zewnątrz, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. I znów tu się kłaniają zalety jego maski. Chłopak wstał, przeciągnął się leniwie i powolnym krokiem zaczął zmierzać w kierunku słyszanych szmerów. Był szczególnie ostrożny bo prócz frontowego wejścia inne były szczelnie zabite dechami, więc to taka jakby klatka-pułapka na szczury. Jake znajdował się aktualnie w jakimś składziku, owa postać zmierzała ku archiwum - i tu odetchnął z ulgą, było już jasne, że nie była tu po niego.
Ukrywał się w ciemnościach pomieszczenia nie wydając najmniejszego szmeru, by nie zdradzić swojej obecności. Jego oczom ukazała się ładna dziewczyna, i z mowy jej ciała wywnioskować można było, iż czegoś szukała. Prędko jednak dotarła do swego celu i teraz do chłopaka dochodziły tylko delikatne szmery papierków. Ruszył przed siebie niemal bezszelestnie - taki nawyk. Stanął w progu pokoju do którego weszła dziewczyna i przyglądając się jej, oparł się o futrynę i założył ręce na piersi. Musiał wyglądać niezmiernie przerażająco, bo nic nie wskazywało, z jego wyglądu zewnętrznego, na to że w ogóle jest człowiekiem. Luźna bluza krwistego koloru, przybrudzona tu i tam, luźne spodnie, buty , kaptur na łbie i maska na pysku z pod której nie można dostrzec nawet źrenic.
- zgubiłaś tu coś? - odezwał się w końcu, celowo zdradzając swoją obecność. Jego głos był zniekształcony, to z powodu maski, która nie najlepiej przepuszczała coś poza powietrzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marceille Vicious
Świetny gracz
Świetny gracz
avatar

Liczba postów : 264
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Sro Kwi 10, 2013 6:00 pm

Marceille nawet nie wzięła pod uwagę tego, że ktoś może w ogóle przebywać wewnątrz kostnicy. Owszem, na zewnątrz była aż nadto ostrożna, ale po wejściu do środka straciła czujność. Może to przez to mętne powietrze? Nie, po prostu w głowie jej się nie mieściło, żeby ktoś mógł tu przebywać z własnej, nieprzymuszonej woli.
W każdym razie aktualnie dziewczyna pochłonięta była przewracaniem całego mnóstwa różnorakich papierów. Na niektórych zawiesiła ciekawskie spojrzenie, chociażby ofiarach wypadków czy dokumentacji kilku sekcji zwłok. Jednak, niestety, większość była wręcz łudząco podobna. Nie przedstawiały one nic szczególnego; zwyczajny opis zwyczajnej śmierci określony po zwyczajnych oględzinach zwłok, o. Zero jakichkolwiek trucizn, ran kłutych, ciętych czy tłuczonych albo objawów egzotycznych, niezbadanych chorób. Może to niezbyt interesujący temat dla większości kobiet, ale Marc od zawsze była inna, o czym świadczy nawet jej aktualna praca. Nie miała nawet okazji usłyszeć, że coś lub ktoś się zbliża - po prostu pochłonęło ją to bez reszty, a poza tym szelest papierów i tak wszystko zagłuszał. No chyba, że ktoś otworzyłby te wielkie drzwi, ten dźwięk obudziłby nawet umarłego. Dlatego więc tajemniczy głos zastał ją, gdy pochylała się nad kolejną szufladą pełną aktów zgonu. Natychmiast się wyprostowała, ale nie śmiała oderwać wzroku od papierów. Ba, nawet przez myśl jej nie przeszło, żeby się odwrócić w tamtą stronę! Do głosu doszła ta bardziej rozhisteryzowana natura Marceille - w najlepszym wypadku myślała, że zanim opuszczono kostnicę, zamknięto tu kogoś, kogo uznano za zmarłego, ale potem ten ktoś się obudził i prowadził samotnicze życie. W najgorszym, spodziewała się jakiegoś łowcy nagród lub zbiega, który za odkrycie tak cennego w eksploracji/kryjówki, niepotrzebne skreślić, zrobi jej dotkliwe kuku albo, o zgrozo, zabije. Pośrednie byłoby spotkanie tu jakiegoś zmechanizowanego osobnika. Kątem oka dostrzegła w rogu pomieszczenia stojak na płaszcze. Łohohoho, broń już znalazła, teraz może próbować się z tym kimś lub czymś konfrontować!
Powoli odwróciła głowę w stronę owego głosu. To, co zobaczyła nie wyglądało zachęcająco: przerażająco to dużo odpowiedniejsze słowo. Nie mogła nawet zobaczyć twarzy owego jegomościa, przez coś, co wyglądało na maskę... Chociaż w tym świetle mogło być czymkolwiek, nawet nadgnitą twarzą powstałego z martwych zombie, o.
- Kim jesteś? - zapytała, cofając się pod ścianę, a co za tym idzie, przemieszczała się w stronę swojej prowizorycznej broni, aktualnie będącej poza zasięgiem wzroku owej istoty. W końcu nie dość, że stojak stał w kącie, to jeszcze zasłaniał go jeden z regałów! Jak ten podejdzie za blisko, to nie będzie miała oporów przed zdzieleniem go w łeb, o. W obronie własnej, jakby ktoś pytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Echo Mei
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 187
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Sro Kwi 10, 2013 6:22 pm

Echo jak zwykle po obiedzie wyruszyła na "łowy"- zbierała złom. Żadna praca nie hańbi, a dla tej dziewczyny liczył się przecież każdy jeden grosz.
A nie powodziło jej się dzisiaj najlepiej. W plecaku grzechotało tylko kilka puszek i jakiś drut. Znając życie nie dostanie za to nawet 5 złotych. Westchnęła cicho. W tej strefie można było jednak o wiele szybciej coś znaleźć- było to przecież terytorium zmechanizowanych. Prawie w każdym śmietniku czy czasem nawet na ziemi można było znaleźć jakiś metal- jakąś śrubę, koło zębate, cokolwiek.
Nic więc dziwnego że znalazła się tutaj. Już z daleka jej wzrok przyciągał wpół zawalony budynek. Echo nauczyła się tej dziecinnie prostej zasady: gdzie budynki tam powinny być też śmietniki.
Jednak śmietnika to ona tutaj nie znalazła. Za to w budynku mogło coś być, jak zauważyła. Weszła tam wcale nie dbając o to by zachowywać się cicho, więc raczej narobiła sporo hałasu. Skrajnie głupie było pakowanie się bez najmniejszych środków ostrożności do wpół zawalonego budynku, ale ignorancja Echo już dawno przekroczyła granicę.
Będąc w budynku na początku nic nie przykuwało jej uwagi. Jak tak dalej pójdzie to zostanie bez grosza, a tego by nie chciała. Zdeterminowana przeszła korytarz i weszła do jakiegoś pomieszczenia, z tym że w owym pomieszczeniu ktoś się już znajdował.
Dziewczyna trzymała na dystans chłopaka w masce gazowej. Stała kilka metrów od niego i wlepiała w niego wzrok.
Jednakże Echo zupełnie nie obchodziła niczyja obecność, ponieważ najzwyczajniej w świecie weszła do pomieszczenia i zaczęła oglądać wnętrze zastanawiając się, czy coś nadaje się na złom. Nawet jakby mieli ją zabić, to co? Ostatnio miała chandrę i właściwie już nic jej nie obchodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jake Walker
Początkujący
Początkujący
avatar

Liczba postów : 30
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Czw Kwi 11, 2013 3:27 pm

Zabawna sytuacja. Jacob mimo że żył na tym parszywym świecie dobre paręnaście lat, i doświadczył już różne dziwne sytuacje, to ta zaskoczyła go wyjątkowo. Zwykł przywyknąć do sytuacji, w których to on napotykał piękne damy w ich domu. Nigdy jednak nie spotkał w swoim. Miła odmiana.
- nikt nie zaglądał tu od stuleci- rzekł ponuro, aczkolwiek można było wyczuć w jego głosie wyraźne zaskoczenie
- czego więc tu szukasz - zbłąkana duszo - skierował ku przybyszce, swoje trochę dziwnie skonstruowane pytanie. Widział że się bała, i trochę go to bawiło. W gruncie rzeczy nawet tego oczekiwał, w końcu wyglądał przerażająco. Prawda?
Zrobił parę kroków na przód. Ni w głowie było mu pokazanie swojego prawdziwego “JA”. Wolał uchodzić za mechanicznego świra, żądnego krwi, przemocy i dziewic... Tak było o wiele zabawniej. Bynajmniej do chwili, gdy nie zaczęło robić się tłoczno.
- chodzicie stadami, czy jak??? - zażartował niewybrednie, widząc że dołącza do nich jakaś białowłosa dziewczyna.
- nie no, kurwa, jaja sobie ze mnie robicie... - przestawało go to bawić powoli. Jedną pannę zdzierżył - dwie to za dużo. Nie lubił tłoku, jednak w drodze wyjątku musiał to jakoś wytrzymać.
Był tuż przed brunetką jednak uskoczył daleko od niej, zrobił fikołka i nim dziewczęta mogły się obejrzeć, zabarykadował jakimś gratem wejście. Jedyne wejścio-wyjście w całym budynku. Hah. Zaczynamy zabawę.
- bez pukania... bez odrobiny wyjaśnienia... w dodatku Ta - skierował dłonią na białowłosą - zignorowała mnie. - dodał z wyraźnym oburzeniem. Siadł na podłodze, pod ścianą w pozycji tureckiej i zlustrował wzrokiem obie panie. Wyjął z kieszeni papierosy i skierował paczkę w kierunku pań
- mały dymek przed spowiedzią? - chciał je poczęstować, choć okazyjnej dogryzce nie mógł odmówić.
Spojrzał w kierunku ciemnowłosej, uśmiechnął się mimowolnie, widząc jak sięga dłonią za wieszak
- no dalej, rzuć. Będzie ciekawiej chociaż... - prowokował ją. Dał tym do zrozumienia że jej chytry plan zdzielenia go w łeb metalowym prętem, skończy się niepowodzeniem. Był szybki, giętki, i zmechanizowany. Dziewczyny miały marne szanse na wygraną konfrontacje z nim. Więc lepiej by szybko wyśpiewały co je tu sprowadziło inaczej posiedzą sobie tu z nim trochę. A nie śpieszyło mu się nigdzie, więc miały wyjątkowego pecha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marceille Vicious
Świetny gracz
Świetny gracz
avatar

Liczba postów : 264
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Czw Kwi 11, 2013 6:35 pm

No dobra, sytuacja nam się trochę skomplikowała, a atmosfera zagęściła. Poza tym wyobraźnia Marceille działała na pełnych obrotach, a ona w takiej sytuacji obowiązkowo widziała wszystko w ciemnych barwach. Dziwicie się jej? Przecież ona tu mogła zginąć na litość boską! Po cholerę w ogóle zgodziła się przyjść do tej przeklętej II Strefy? To nie było warte jej nerwów. Oj, wyda ciężkie pieniądze na psychologa, który będzie ją leczyć z tej traumy.
W każdym razie, ów ktoś, który nie miał niż lepszego do roboty niż straszenie młodych i całkowicie bezbronnych dziewcząt nie miał zbyt wielu gości. Brawo Sherlocku, w końcu NIKT by tu nie przyszedł z własnej woli. Marc na przykład, gdyby nie ta popieprzona prośba na miliard procent omijałaby te miejsce szerokim łukiem.
- Ciężko się rozmawia z kimś, kiedy nie widzi się jego twarzy. - co jak co, ale skoro miał już ją żywcem zakopać, potem odkopać i poćwiartować to fajnie byłoby dowiedzieć się przed śmiercią, kto jej to zrobił. Zapewne dziewczyna miała o wiele więcej do powiedzenia, w końcu tutaj to chyba nikt nie sprzątał od stuleci. Nawet jej pokój po miesiącu wyłącznego siedzenia przy komputerze wyglądał o wiele lepiej. Dlaczego tego nie powiedziała?
Ach tak, przecież do pomieszczenia weszła kolejna osoba. Na pewno wspólniczka.
W tym momencie Marc miała zamiar poprosić po raz pierwszy w swoim dwudziestoletnim życiu o boże wstawiennictwo.
Na szczęście w porę powstrzymał ją komentarz jej niedoszłego oprawcy. Terefere, teiści, chcielibyście mieć boską Marc w swoich szeregach, niedoczekanie wasze! Czarnowłosą zaskoczyło też to, że dziewczyna traktowała zarówno pannę Hepburn jak i tego osobnika jak powietrze. W tym drugim wypadku nawet ją to rozbawiło i pozwoliła kącikom swoich ust na lekkie uniesienie się do góry. A niech się dalej wkurza, dobrze mu tak!
Ok, ten uskok w bok, chwilowe zniknięcie i powrót trochę ją zdezorientowały, fakt. I w ogóle skąd mu przyszło do głowy, że ta druga mogłaby być w jakikolwiek sposób z nią zaznajomiona? No chyba nie. A teraz w dodatku siedział sobie jak jakiś pseudoluzak i proponował im papierosy. A niech go!
- No cóż, ja się chyba będę zbierać, więc podziękuję. - powiedziała naturalnym tonem głosu, pozbawionym jakichkolwiek śladów wcześniejszego strachu. Ot, wyparował sobie. Udała, że nigdy nawet nie przemknęła jej przez głowę śmiała myśl, by sięgnąć po stojący obok śmiercionośny Stojak Na Płaszcze 5000. Jakże on śmiał podejrzewać ją o to, że chciałaby mu cokolwiek zrobić! Not today, prowokacja zawiodła, jakże mi przykro. Aż sama się sobie dziwiła, w końcu igrała ze śmiercią!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Echo Mei
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 187
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Czw Kwi 11, 2013 6:57 pm

Gdy chłopak zabarykadował drzwi i wypowiedział się, trochę się przestraszyła. Sama nie wiedziała co myśleć o tej sytuacji.
Nie wiedziała co ten chłopak zamierza, ale właściwie nie obchodziło ją to. Nie było tu towaru więc chciała się po prostu stąd zawinąć i pewnie nie wracać.
Westchnęła cicho.
Chłopak zdawał się być zupełnie wyluzowany, w przeciwieństwie jednak do dziewczyny która była niespokojna. Echo postanowiła być cwaniarą.
Usiadła na przeciwko chłopaka, również po turecku, jakieś dwa metry od niego aby zachować odpowiednią odległość. Chociaż strach ją opuścił, nie wiedziała przecież co on ma w głowie.
-Nie musiałeś barykadować drzwi, ten odór jest nie do...- brzydki nawyk nie kończenia wypowiedzi.
Ziewnęła przeciągle. Nie miała ochoty ani się witać ani przedstawiać, a zwykle nie robiła czegoś, na co nie miała chęci. Podrapała się po głowie, rozluźniła ramiona. Zachowywała się najzupełniej normalnie.
-Nudno tu dosyć.- stwierdziła.
Wyciągnęła z plecaka telefon i jakby nigdy nic zaczęła grać w jakąś grę.
Nadymała też lekko policzki. Wolałaby pograć sobie na zewnątrz.
Jej obojętność chyba dawno przekroczyła granicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jake Walker
Początkujący
Początkujący
avatar

Liczba postów : 30
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Pią Kwi 12, 2013 4:53 pm

Roześmiał się głośno, bo Jacob nie wierzył w żadne ich słowo. Przeżył to i owo, i wiedział że jego wrogowie nie takich sztuczek używali. Teraz zapewne ktoś nasłał na niego dwie piękne dziewczęta, myśląc naiwnie że jako mężczyzna da się im uwieść. Ni-chu-ja. Że tak się wyrażę się kolokwialnie...
- pragniesz zobaczyć moją twarz? - zapytał retorycznie. Żadna z dziewcząt nie chciała papierosa więc zwlekał sam z odpaleniem go. By to uczynić, w końcu musiał by zdjąć maskę - a tego puki co w planach nie miał.
- proszę, więc zdejmij ją sama - wyszczerzył się, choć nie mogły tego zjawiska podziwiać owe dziewczęta. Skoro pani numer jeden tak bardzo pragnęła zobaczyć jego twarz, niech się o to postara. Przy okazji jej zachowanie powinno trochę mu wyjaśnić to, na jakim gruncie stoi.
Bardziej jednak od ciemnowłosej, niepokoiła go ta druga osóbka. Niby apatyczna, zobojętniała na całą tą sytuację, mogła się okazać większym zagrożeniem niż szacował z początku. Grała w gry na telefonie. Zaskakujące. Albo bardzo dobrze gra taką osobę, albo rzeczywiście ma to wszystko w dupie.
- chcesz się już zbierać? - roześmiał się ponownie. Nie potrafił ukrywać rozbawienia całą tą sytuacją.
- niby jak? - zapytał z powagą przyglądając się jej
- pech chciał że jedyne wyjście z tąd potrafię otworzyć jedynie ja - poinformował jakby do dziewczyny jeszcze to nie dotarło, ukazując swoje zmechanizowane ramię. To miało dać do zrozumienia, że tylko on posiada aktualnie siłę, by przenieść taki ciężar co to zasłania wejście.
- i póki nie powiecie mi całej prawdy jesteście na to więzienie - mówił całkiem serio. Był nadzwyczaj ostrożny, bo przecież nie codziennie znajduje go para dziewcząt, w miejscu którego nikt prócz niego samego, nie odwiedza. To nie normalne. Coś musiało się za tym kryć, i on miał zamiar się tego dowiedzieć. Nawet kosztem czyjegoś życia.
Dziewczyny nie miały z nim najmniejszych szans. Jest nadzwyczaj uparty. Więc albo dostanie to co oczekuje, albo będą tam siedzieć do usranej śmierci.

- "nie musiałeś barykadować drzwi" - zacytował słowa osóbki o białych włosach, teatralnym głosem naśladując dziewczynę w dość zabawny sposób.
- przykro mi młoda damo, takie życie - skwitował. Nie miał zamiaru prowadzić z nimi dyskusji na ten temat. To nie miało większego sensu.
- to jak dogadamy się czy mam podjąć drastyczniejsze środki? - skierował pytanie do obu pań. Wciąż jednak siedział sobie pod ścianą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marceille Vicious
Świetny gracz
Świetny gracz
avatar

Liczba postów : 264
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Pią Kwi 12, 2013 6:46 pm

Dlaczego ta druga była tak wyluzowana? No, dlaczego? Serio wisiało jej to, że zamknął tu je jakiś psychol? A może robiła tylko dobrą minę do złej gry? Dla Marcelki ta sytuacja była zupełnie nowa, a nawet według niej ociupinkę zbyt filmowa. Takie rzeczy tylko na ekranie, nie w prawdziwym życiu, zlitujcie się nad zszarganymi nerwami tej biednej dziewczyny!
Okej, chwilowo koniec z histerią, spójrzmy trzeźwo na sytuację. Za szybko zapewne stąd nie wyjdzie, o ile w ogóle będzie w stanie. Zrezygnowana oparła się plecami o ścianę, patrząc to na dziwnie za spokojną dziewczynę, to na tego typka spod ciemnej gwiazdy. Mimo tego całego zamieszania w głowie Marc spowodowanego w większości jej wybujałą wyobraźnią, nie traciła z pola widzenia powodu, dla którego tu przyszła. Złapała dość głęboki oddech jak na te ohydne powietrze i westchnęła. Rozejrzała się jeszcze raz - zostało jej już tylko kilka szuflad do przejrzenia - może w którejś z nich znalazłaby to, co ją tu sprowadziło?
- Emm, już nie. Rozmyśliłam się. - odpowiedziała, patrząc na zwisającą z naprzeciwległego kąta pajęczynę. A może jest stary, brzydki i pomarszczony? Nie, dzięki, wrażeń miała już w nadmiarze.
A poza tym to fajnie, że jest cyborgiem, bo przecież dużo gorzej byłoby, gdyby serio był zombie. Zombie jedzą mózgi, a że ona raczej nie należała do zwolenników kulturystyki czy przesadnego dbania o rzeźbę nic by już jej nie zostało.
- A mogę zwiedzić prosektorium? - wyrwało jej się całkowicie niechcący. Granie na komórce było już zajęte, a gapienie się na warstwy kurzu, tego typa, pajęczyny i sufit zaczynało się robić nudne. Gdyby tu był komputer to mógłby ją tu więzić nawet i wieczność, why not, a tak to niby czym by się tu miała zajmować? Sprzątaniem? No chyba nie.
- Poza tym coś za miły jesteś jak na porywacza! - rzuciła całkowicie trafnym spostrzeżeniem po tym, jak zwrócił się do drugiej obecnej dziewczyny. Przecież żaden, powtarzam, ŻADEN porywacz w żadnym filmie nie zwracał się do zakładniczek per młoda damo! Paniusiu to jeszcze, ale nigdy nie byli tacy uprzejmi!
Wnioski? W filmach nas okłamują!
Ta wiedza to było za wiele. Przysiadła w końcu pod ścianą i zwiesiła głowę tak, że włosy skutecznie zakrywały jej twarz. Pamięć Marcowych wyobrażeń na temat porwań należało uczcić minutą ciszy, bez wątpienia. Z ich perspektywy mogło wyglądać na to, że dziewczyna się kompletnie załamała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Echo Mei
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 187
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Pią Kwi 12, 2013 7:58 pm

Trzeba Echo przyznać że dzisiaj była naprawdę rozmowna. Normalnie pewnie by milczała.
-Chyba jednak jesteś głupszy niż myślałam.- stwierdziła- W dodatku nieuprzejmy. Młoda dama chciałaby wyjść, a jak widzę nie masz zamiaru jej stąd wypuścić.
Wstała powoli.
- Chcesz wiedzieć kim jestem i co tu robię, więc nie będę dyskutować z idiotą. Nie mam nic do ukrycia. Echo Mei. 21 lat. Z wykształcenia architekt. Bezrobotna. Złom zbieram i ten cel mnie tu przywiódł. Gdyby ktoś znajomy mnie teraz zobaczył pewnie zdziwiłby się że umiem mówić i kontaktować z otoczeniem.
Roześmiała się chłodno po czym spuściła głowę. Po chwili ją podniosła. Jej puste oczy i lekceważące ruchy powróciły. Usiadła na biurku które stało w pomieszczeniu i zaczęła się bawić sznurówką w glanie. Sama dziwiła się sobie- z reguły prawie nie mówiła. trzeba ją zdenerwować. A to udaje się mało komu.
Po chwili po prostu położyła się na tym samym biurku i... zasnęła. Najzwyczajniej w świecie.
Kto wie, co siedzi jej w tym poczochranym łbie?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jake Walker
Początkujący
Początkujący
avatar

Liczba postów : 30
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Pon Kwi 15, 2013 7:48 am

- miły? - sarkazmy rzucane na prawo i lewo są przyjemne? Nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Roześmiał się głośno, a jego rechot tłumiła maska gazowa. Uniósł się leniwie, otrzepał spodnie z jakiś brudów i nim się dziewczęta mogły pokapować, stał tuż nad białowłosą, która sobie smacznie... spała? Heh, nie na długo więc.
Jacob został wyprowadzony z równowagi. Najwyraźniej kpiły sobie z niego. Wiedział że trzeba pokazać kto tu tak naprawdę rządzi. Skończyły się żarty.
Pech chciał,że stół na którym rozłożyła się laleczka, nie był najbardziej stabilny. Jake mocno sunął nogą w przerdzewiałe podnóże stołu w efekcie czego, ten runął jak długi budząc białowłosa istotkę.
- pobudka - rzekł z pogardą w głosie. Miarka się przebrała.
- jestem Jacob, tak bynajmniej na mnie wołają - zaczął przemawiać wyniosłem głosem, zbliżając się teraz do drugiej pani. Uniósł dłonie ku górze, niczym ksiądz podczas modlitwy lub jakiegoś błogosławieństwa
- Ci co mnie znają, bądź już cokolwiek słyszeli, wiedzą że ze mną nie ma żartów! - ostatnie słowa wypowiedział wyjątkowo doniośle, chwycił czarną za gardło i przycisnął do ściany dość mocno.
- a teraz posłuchaj mnie uważnie. Nie będzie żadnego zwiedzania, grania, spania ani innych pierdół - mówił całkiem poważnie. Znajdywał się ledwie jakieś pięć centymetry od twarzyczki czarnowłosej. Niebezpiecznie blisko. Gdyby nie maska, pewnie już by czuła jego oddech i wzrok na sobie.
- dopóki się nie dowiem jak tu się znalazłyście, nie wiem nawet czy dożyjecie jutra, zrozumiano? - uchylił głowy z lekka w bok. Był całkowicie poważny, rozwścieczony zarazem.
- skończył się dzień dziecka! - wykrzyczał mocniej zaciskając dłoń na jej szyi. Wprawdzie białowłosa istotka rasy symbial powiedziała mu co nieco ale sam fakt ze go nawyzywała i lekceważyła i tak go rozwścieczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marceille Vicious
Świetny gracz
Świetny gracz
avatar

Liczba postów : 264
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Pon Kwi 15, 2013 6:41 pm

Nie no, serio? Dlaczego osoba najsłabsza z tego całego grona musi obrywać najbardziej? Ok, jej odpowiedzi mogłyby na pewno wyprowadzić z równowagi niejedną osobę, ale bez zbytniego przesadyzmu. Poza tym, jak mógł w ogóle sądzić, że Marcelka sobie z niego drwi? Ona była śmiertelnie wręcz poważna, bo zdawała sobie sprawę z tego, że nie ma zbyt wielkich szans w bezpośrednim starciu. Na jej nieszczęście, on też o tym wiedział i nie omieszkał tego wykorzystać. A ona przecież była wręcz nieprzeciętnie miła, nawet palnęła całkowicie niezasłużony komplement! Po prostu damski bokser znalazł sobie kozła ofiarnego. Nie podobało jej się już to, że się zbliżał - dotychczasowy dystans nie był jak dla niej zbyt bezpieczny, teraz chętniej widziałaby go za kratkami, a najchętniej gdzieś po drugiej stronie globu.
Kiedy wyciągał w jej stronę swoje okropne łapska, wiedziała i bez jego łaskawej informacji, że żarty się skończyły. Tamta miała całkowitą rację, nazywając go idiotą, teraz tylko to potwierdził. Poza tym, działał aktualnie na swoją niekorzyść, bo po tym podduszaniu na pewno zostaną ślady w postaci brzydkich siniaków, a te na pewno będą znikać niezwykle powoli i mozolnie. Jeśli Marceille stąd wyjdzie, na pewno nie umknie to uwadze osób, które z nią współpracują, a co za tym idzie, tamci mogą wezwać policję. Jeszcze gorzej, jeśli stąd nie wróci - ciekawe, jak z utratą tak wspaniałej osoby poradziłby sobie cały światek e-sportowy... W każdym razie była osóbką na tyle rozpoznawalną, że uszkodzenie chociażby maleńkiego fragmentu jej jestestwa mogło się dla niego skończyć źle, jeśli nie tragicznie. Szkoda, że nie zdawał sobie z tego sprawy, oj szkoda.
Nieważne, wróćmy to teraźniejszości. Aktualnie starała się rozpaczliwie wtłoczyć w płuca chociaż odrobinę bezcennego tlenu. Mimo, że nie widziała jego twarzy miała wrażenie, że on po prostu lubi robić komuś krzywdę. Ot, taki urodzony sukinsyn. Nie mogła nawet pokiwać głową na 'tak' lub 'nie', bo jego ręce skutecznie uniemożliwiały jej także poruszanie głową. O krzyku mogła zapomnieć - na pewno to i tak nic by nie dało, w końcu znajdowała się w tak beznadziejnym położeniu, że o jakiejkolwiek pomocy nie było mowy. Wściekłość brała górę nad strachem - nie tylko wobec Jakoba, który mógł w każdej chwili pozbawić jej życia, ale też wobec własnej bezsilności i głupoty, która pozwoliła jej się znaleźć w tym przeklętym miejscu. Starała się jakoś wyswobodzić, więc zaczęła się wiercić, próbowała nawet go kopnąć, jednak bezskutecznie. Krótko mówiąc, była skazana na jego łaskę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 14
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Pon Kwi 15, 2013 8:43 pm

Kaz starał się znaleźć miejsce dla siebie. Był nowy w tym mieście i nie znał tutejszych zakątków. Wiedział jedynie, że Strefa II to miejsce dla zmechanizowanych, czyli takich jak on. Nie zamierzał więc pchać się tam gdzie nie jego miejsce. Wolał jednak unikać przesadnego tłoku. I tak też znalazł się w ruinach. Sądził iż znajdzie tu jakieś miejsce gdzie z dala od miejskiego zgiełku będzie mógł odpocząć po podróży.

Gdy tylko wszedł do środka jego oczom ukazał się widok sterty śmieci walających się po podłodze. Ciężkie, stęchłe powietrze było filtrowane przez jego mechaniczny organizm więc nie było dla niego zbyt uciążliwe. Czerwone oko jego hełmu skanowało bez przerwy całe otoczenie dostarczając mu informacji o tym w jak opłakanym stanie są owe ruiny. Ściany były na tyle kruche, że wystarczyłyby naprawdę niewielkie wstrząsy by kolejna część tego rumowiska zawaliła się jeszcze bardziej. Tu nie zamieszka na pewno. Spokój spokojem ale jednak nie chciał skończyć któregoś dnia przygnieciony sufitem, który w każdej chwili mógł mu spaść na głowę. Może i był z metalu ale coś takiego byłoby kłopotliwa i dla niego. Już miał opuścić to miejsce gdy jego sensory słuchowe wykryły obecność kilku osób. Trzech jeśli być precyzyjnym. Dwie kobiety i jeden mężczyzna. Cóż, nie moja sprawa. - pomyślał i ruszył w stronę wyjścia. Jednak z zamkniętego pomieszczenia zaczęły dobiegać odgłosy szamotaniny i głos podenerwowanego mężczyzny. Ta sytuacja już bardziej go zaciekawiła. Podszedł powoli do drzwi nasłuchując sytuację dobiegającą ze środka. Rozmowa była dość chaotyczna ale wynikało z niej tylko tyle, że gość po prostu zaatakował bez powodu dwie nieznajome. Co za bezsens. Opierając się o drzwi poczuł iż są one czymś zasunięte jednak jego sztuczne ciało było w stanie bez problemu odsunąć przeszkodę.

Po wejściu do pomieszczenia zauważył, że jest to kostnica. Jego detektor wzroku oprócz żywej trójki zarejestrował też obecność kości należących do różnych gatunków okołoludzkich obu płci. Byli też i oni. Sprawcy całego zamieszania. Dwie drobne dziewczęta, jedna białowłosa, a druga wręcz przeciwnie. Czarnowłosa znajdowała się w niezbyt ciekawej sytuacji bo jej gardło było właśnie brutalnie ściskane przez dłoń mężczyzny. Detektory dostarczyły Kazowi informacji o tym, że ilość tlenu w płucach dziewczyny niebezpiecznie się zmniejszała. Gość wyglądał jak zwykły, śmierdzący lump. Miał na sobie nawet maskę. Chyba tylko po to by nie musieć czuć własnego smrodu.

-Jeśli chcesz, żeby dziewczyna coś ci powiedziała to może przestaniesz ją dusić? Twoja ręka na jej gardle trochę to utrudnia. - Zaczął zwracając na siebie ich uwagę.
-Ale z ciebie żałosne gówno. - Zaśmiał się. - Rzucać się bez powodu z łapskami na kogoś kto nawet nie może się bronić. - Kontynuował z wyczuwalną drwiną w głosie. Ruszył spokojnym krokiem w ich kierunku. Cały czas obserwował mężczyznę starając się przygotować na jego możliwą reakcję.
-Puścisz ją czy może mam ci wyrwać rękę, śmieciu? - Odległość między nimi zmniejszała się z każdą sekundą. Odczyty wskazywały na to, że menel nie jest dla niego żadnym zagrożeniem. Mógł więc go obezwładnić lub ewentualnie złamać rękę czy nogę gdyby czegoś próbował. Jednak Kaz zdawał sobie sprawę z tego iż jego odczyty mogły być błędne. Cóż, nawet maszynom zdarza się popełnić błąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Echo Mei
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 187
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Pon Kwi 15, 2013 9:11 pm

Gwałtowna pobudka i zaskoczenie zmusiło Echo do przenikliwego krzyku.
-Grzeczniej trochę!
Nagle zrobił coś czego się nie spodziewała. Nagłe naskoczenie na ciemnowłosą dziewczynę było już ponad wszystko. Gdy zaczął ją dusić...
Echo niewiele myśląc o konsekwencjach uchwyciła w dłonie stojak na parasole i już zamachnęła się na Jake'a celując w głowę, kiedy...
Na scenę wkroczył ktoś jeszcze. Wyczekiwany wybawca?! Oby...
Gdy się roześmiał Echo poczuła się bezpiecznie, sama nie wiedziała czemu. Ten cyborg wydawał jej się dobrą osobą.
Opuściła powoli stojak i w końcu położyła go na ziemi. Wiedziała, miała przeczucie, że dziewczynie zaraz przestanie cokolwiek grozić za sprawą nowo przybyłego. I oby tak było. Teraz dopiero zorientowała się że z jej rozciętej wargi, mocno zadartego kolana i nowej szramy na udach płynęły strużki krwi. Bolało. I na udzie pewnie zostanie blizna.
Agresywny język cyborga normalnie zraziłby Echo, ale jej w tej chwili przychodziły do głowy o wiele gorsze określenia.
Wróciła do swojego lekceważącego wszystko "ja" i wyjęła wodę z plecaka. Odsunęła się na kilka kroków i usiadła pod ścianą. Przemyła kolano i udo. Następnie za pomocą gazy i bandaża również wyciągniętych z jej magicznego plecaka opatrzyła swoje rany. Próbowała wstać, ale zachwiała się i opadła na ziemię. Chociaż była bezpieczna, wciąż była przerażona. Ukryła twarz w dłoniach. Chciało jej się płakać. Co teraz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jake Walker
Początkujący
Początkujący
avatar

Liczba postów : 30
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Wto Kwi 16, 2013 3:06 pm

Musiał przyznać, że zabawa trwała w najlepsze, a on bawił się najlepiej. Udało mu się przydusić człowieka i wkurzyć symbiala - wyśmienicie! Brakowało jeszcze karuzeli i huśtawek.
- zamknij jadaczkę! - wrzasnął w kierunku dziewuszki z wieszakiem w rekach. Była na tyle naiwna, że myślała że go tym zdoła uderzyć. Miał przecież jeszcze drugą dłoń, prawda? Z powodzeniem mógł chwycić w garść również i ją. I taki też miał zamiar gdyby nie to, że pojawił się kolejny gość. Przestało już być tak zabawnie. Wkurzał go fakt, że nagle miejsce które wcześniej stało odłogiem, zapomniane przez resztę świata, nagle zaczęło tętnic życiem. Paranoja jakaś. Prawdziwa ironia losu. Jacob nie miał szczęście w życiu, ni w miłości. Tak więc nie spodziewał się że w pojedynkę będzie miał szczęście w walce. Nie było widać tego, ale zrobił się z lekka blady na widok zmechanizowanego osobnika. Szybko puścił dziewczynę, która upadła na ziemię niczym jakiś bezużyteczny przedmiot. Stanął tuż przed nieznajomym i wysłuchał jego obelg pod jego adresem
- hola hola - zawołał doniośle - nie twoja sprawa więc się nie wpieprzaj koleś, dobra? - mimo nie za wesołej sytuacji, nie miał najmniejszego zamiaru być dla intruza miły. Nic mu do tego, w końcu nawet nie wiedział czy Jake miał powód by spokojnie się wyżywać na damie, czy też nie miał.
Stał tuż na przeciw niego. Robiło się nie za ciekawie, ale gdyby uciekł, tylko by się ośmieszył. Liczył więc że mimo wszystko ujdzie z życiem. Jakimś cudem.
- przychodzisz sobie tu i tak po prostu rzucasz mięsem do osoby której nawet nie znasz? - próbował go zagadać, choć w nie do końca odpowiedni sposób. Liczył na uniknięcie jakoś starcia więc czekał na ruch rywala. Widać że był silny i nie bał się niczego. Jake był podobny, z wyjątkiem że 85% jego ciała to ludzkie ciało. W dodatku wolał atakować z ukrycia, w bezpośrednich starciach, miał mało doświadczenia jak i szans. Tak czy siak, więc miał małe szanse i całkowicie sobie z tego zdawał sprawę, no ale cóż... Duma mu nie pozwalała uciec z podkulonym ogonem. Jak zginie to choć z honorem. Nie wiedział skąd mu się zabrało nagle na heroizm. Koleś wpada i udaje super bohatera. Coraz to ciekawiej się dzieje.
- jeszcze może powiesz że one są z tobą, co? - zapytał z szczerej ciekawości skinąwszy głową na towarzyski. Jeszcze tego brakowało, jakby działali wszyscy przeciw niemu w szczerej w zmowie. Już dawno się tak nie wpakował w kłopoty jak do tej pory.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marceille Vicious
Świetny gracz
Świetny gracz
avatar

Liczba postów : 264
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Wto Kwi 16, 2013 4:41 pm

Tak więc kontynuując naszą cudowną i całkowicie zgodną ze wszystkimi zasadami BHP przygodę - Marc w każdą sekundą w swoje rozpaczliwe próby uwolnienia się wkładała coraz mniej energii. Patrzyła na świat spod prawie domkniętych powiek i zobaczyła zarys jasnej sylwetki należącej do drugiej dziewczyny - chyba miała coś w rękach, ale wszystko było rozmytymi, wielkimi, kolorowymi plamami. Marceille wydawało się, że tamta trzyma coś w rękach, ale widziany aktualnie przez nią obraz był niezwykle ciężki do odczytania. No dobra, z przeważającymi szarościami, ale zarysy tego, co kilka sekund wcześniej miało kształt istot ludzkich stawały się coraz bardziej zatarte. Nie, żeby miała od razu umrzeć czy zostać trwałą kaleką - na pewno czas duszenia nie przekroczył tej magicznej granicy czterech minut, więc nie zapowiadało się też na to, że umrze przez niedotlenienie. Jednak dla dziewczyny każda sekunda trwała wieczność - prawie namacalnie czuła, jak jej świadomość umyka gdzieś hen, daleko, a ona powoli traci przytomność.
Wystarczyłaby zapewne krótka chwila, aby czarnowłosa odpłynęła. W zasadzie dokładnie chwilę przed tą nienamacalną granicą między świadomością a nieprzytomnością, oprawca ją puścił. Mimo, że wcześniej się przedstawił, nie potrafiła nazwać go inaczej. Ba, zapewne na zawsze dla niej zostanie wkurwiającym sukinsynem, którego nigdy nie będzie chciała oglądać na oczy. I na pewno będzie musiała skończyć ze swoimi samotnymi eskapadami. Cholera jasna... zdążyła pomyśleć, zanim opadła na podłogę. A przecież to były zaledwie sekundy! Bam, leżała na podłodze, niczym zabawka, którą zapewne dla Sukinsyna była. Nie tracąc czasu, zaczęła głęboko oddychać. Te ohydne, zatęchłe powietrze na pewno nigdy dla nikogo nie było aż tak orzeźwiające. Tak cudownie pyszne... Nawet nie otwierała oczu, po prostu delektowała się samym faktem, że może znów swobodnie nabrać tlenu w płuca.
Dopiero po chwili usłyszała kolejny głos. Wtedy delikatnie otworzyła oczy. Najpierw zobaczyła białowłosą, próbującą opatrzyć swoje rany. Dobrze, że ta miała przy sobie jakieś środki pierwszej pomocy, przynajmniej mogła w jakiś sposób zabezpieczyć rany przed zakażeniem, o które w tak paskudnym miejscu na pewno niezbyt trudno. Próbowała podnieść głowę, jednak zaraz upadła bezwładnie na posadzkę. Wsparła się jednak o szafkę i w ten sposób znalazła się w pozycji półleżącej. Potem dopiero zobaczyła osobę, której zapewne zawdzięczała ratunek. Zakuta w metal od stóp do głowy persona na pewno zrobiła jakieś wrażenie na tym wstrętnej pomyłce natury. Marceille nie mogła teraz zrobić nic innego, niż czekać, przynajmniej dopóki nie unormuje oddechu. Poza tym, chyba po wtargnięciu swego, poniekąd, wybawcy zamieszkujący kostnicę osobnik na pewno miał ciekawsze rzeczy do roboty... Prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 14
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Sro Kwi 17, 2013 1:04 pm

Gdy gość puścił dziewczynę detektory wyraźnie wskazały na to, że stan brunetki się poprawił. Poziom tlenu w jej organizmie powoli ulegał stabilizacji. Białowłosa z kolei zajęła się opatrywaniem rany. Nie było to jednak nic poważnego. Jej uszczerbek na zdrowiu stanowił jakieś 2,3% według wskaźników Kaza. Sprawca całego zamieszania zdawał się być zaskoczony przybyciem cyborga co było dość zrozumiałą reakcją. Mimo wszystko Kazuhira spodziewał się, że menel będzie się stawiał. Co prawda koleś w masce odpyskował jednak reakcje jego ciała wyraźnie informowały o tym, że się boi. Ta drobna, z pozoru mało istotna informacja o przeciwniku wzbudziła tę odrobinę szaleństwa, która wciąż tkwiła w nim i czasami udawało się jej dojść do głosu.
-Nie znam ich, a ich los jest mi zupełnie obojętny. - Odparł na zadane pytanie. Jego ciało aż gotowało się do walki. Już miał ochotę rzucić się w jego kierunku.
-Chodzi mi tylko wyłącznie o ciebie. Skoro masz odwagę atakować bezbronnych z pewnością potrafisz też podnieść rękę na tych, którzy potrafią oddać. - Ostatnie słowa wyraźnie zaakcentował zaciskając prawą pięść. Mógł rozwiązać tę sprawę pokojowo. Jednak w obecnej chwili nie zależało mu na tym. W chwili obecnej był bardziej maszyną niż człowiekiem. Ciężko to wyjaśnić ale gdy u człowieka mechaniczne części ciała stanowią większość niż jego ludzkie fragmenty następuje u niego załamanie i pomieszanie osobowości. A przynajmniej tak było w jego przypadku i tak też to sobie tłumaczył. Dwie, skrajne strony jego jaźni kotłowały się w jego mózgu starając się przejąć kontrolę nad podzespołami sterującymi ciałem. Mętlik w głowie był nie do zniesienia. W jego głowie kotłowało się tysiące myśli, które przyprawiały o agoniczny wręcz ból głowy. Wrzasnął głośno po czym uderzył pięścią w ścianę. Rozległ się głośny huk. W ścianie zostało wyżłobione spore wgłębienie, a z sufitu posypał się tynk. Chciał zapanować nad swoim ciałem dlatego wolał wyrzucić całą energię, która tylko by mu przeszkadzała i utrudniała racjonalne myślenie.
-Możesz odejść. - Mówił powoli wyjmując rękę ze ściany. Otwierając i ponownie zaciskając pięść pozbywał się gipsu i tynku ze swojej dłoni.
-Jeśli zostaniesz możesz być pewny, że będziemy walczyć. Tak długo póki ty lub ja nie rozpadniemy się na kawałki. - Nie do końca to chciał przekazać. Sam Kaz chciał jedynie nauczyć tego gościa odrobiny ogłady jednak jego drugie, mechaniczne "ja" samo wtrąciło to ostatnie zdanie.


Ostatnio zmieniony przez Kaz dnia Sro Kwi 17, 2013 2:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Echo Mei
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 187
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Sro Kwi 17, 2013 1:25 pm

Obserwowała wszystko co się działo z szeroko otwartymi oczami. Minął szok, teraz już tylko się bała.
Wciąż nie wstając doszła na czworakach do brunetki siedzącej pod ścianą.
-Wszystko w porządku?- spytała cicho.
Przyjrzała się jej dokładnie. Chyba było w porządku, chociaż na jej szyi wciąż był czerwony odcisk który pozostał po zaciśniętych palcach mężczyzny w masce gazowej. Echo nigdy specjalnie nie przejmuje się otoczeniem, ale nie chciała przecież niczyjej śmierci. To dlatego zainteresowała się dziewczyną. No i może trochę dlatego, że sama lekko sprowokowała 'porywacza' do tego, co zrobił.
Znowu odwróciła wzrok. Spoglądała na cyborga i postać w czerwonej bluzie. Cyborg chyba odgrażał się temu mężczyź...
Gdy cyborg uderzył pięścią w ścianę Echo wydała z siebie zduszony okrzyk i upadła na pośladki z przykucniętej pozycji. To było nagłe i gwałtowne, świadczyło także o tym jaki cyborg jest niezrównoważony. Czy aby na pewno jest godzien zaufania?- w myślach zapytała samą siebie.
Mężczyzna w czerwonej bluzie swoją postawą zdradzał to, że chyba też jest niespokojny. Dobrze.
Echo jeszcze raz przeanalizowała wszystko co się tutaj stało i wywnioskowała tylko tyle: czas się stąd zmywać, póki nie stanie jej się krzywda. Mężczyzna w masce gazowej już dowiódł że jest niebezpieczny a cyborg mógłby kilkoma uderzeniami pięści zawalić niestabilny budynek. I chyba byłby do tego zdolny. Jedynie dziewczyna siedząca obok niej wydawała się niegroźna.
Zerknęła na swój plecak. Pozapinany. Buty? Zawiązane.
Czyli teraz tylko czekać na odpowiedni moment i poderwać się do ucieczki. Dziecinnie proste.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jake Walker
Początkujący
Początkujący
avatar

Liczba postów : 30
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Czw Kwi 18, 2013 2:26 pm

Wydawało się że powietrze wokół ich, raptem znacznie zgęstniało. A każdy oddech był słyszalny na setki, tysięcy kilometrów z tond. Jacob wiedział w co się pakuje, nawet bez ostrzeżeń pana blaszanej puszki. Przeciągał całą tę szopkę tylko po to, by oszacować swoje ewentualne szanse w bitwie która i tak średnio mu się widziała.

Zaczęło się. Zapuszkowany robił pokaz siły. Chyba był niezrównoważony psychicznie, skoro uderzał pięścią w budynek, który i tak ledwie co stał. Jake był niemal przekonany, że sufit za chwile runie, gdy posypał się z niego tynk. Odetchnął z ulgą, gdy tak jednak się nie stało
- zgłupiałeś stary? Chcesz tu nas wszystkich pozabijać?! - wrzasnął chwilę po tym, jak otrzepał z ramienia syf jaki na niego upadł.
- ich los jest Ci obojętny, więc widzę że po prostu szukasz guza - skwitował krótko szczerząc się
- to dobrze się składa, bo ja też... - stanął lekko w rozkroku. Swoją ludzką dłonią zdjął maskę gazową po to, by nie ograniczać sobie ruchu i pola widzenia. Potem usunął z głowy kaptur, z tego samego powodu. Dziewczyny mogły w końcu być usatysfakcjonowane - ujrzały jego ludzkie oblicze! Średniego wieku mężczyzna, o bujnej, czarnej czuprynie, ciemnych oczach i smukłej buźce. Był niczego sobie, jak na 'menela'. Trochę się zabawi, a co. Dawno nikt mu nie sprał dupy. Może jednak nie będzie tak źle jak wygląda, i choć wyrównają się szanse? Zresztą, uchodził by za tchórza gdyby teraz nagle uciekł. Nie było więc innej opcji, jak walczyć do utraty tchu. Miał tylko nadzieje że się nie rozpadnie, tak jak mu grozi tutejszy przybysz. Już raz to przechodził, nie chciał replayu. Historia jednak lubi się powtarzać, więc taką opcję również brał pod uwagę.
- oczywiście że potrafię, no więc dalej, chodź! Chętnie zademonstruję Ci to osobiście! - wrzasnął w pełnej gotowości prowokując puszkę do działania. Nie miał najmniejszego zamiaru zaczynać pierwszy, wolał raczej zaczekać aż to rywal go zaatakuje. Tak czuł się znacznie bezpieczniej i mógł rozpoznać jego słabsze punkty. Miał tylko cichą nadzieję że stara kostnica nie stanie się jego realna kostnicą. Była by to prawdziwa ironia losu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marceille Vicious
Świetny gracz
Świetny gracz
avatar

Liczba postów : 264
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Czw Kwi 18, 2013 7:30 pm

Im bardziej oddech czarnowłosej się normował, tym więcej uwagi poświęcała wymianie słów między zakapturzonym a cyborgiem. On tak na poważnie z tymi kawałkami? Poza tym, Jake musiał według Marc być skończonym idiotą - przecież już na pierwszy rzut oka widać, kto wygra ten pojedynek! Pewnie jednak nie mógł się oprzeć marzeniu by skopać opancerzony tyłek komuś, kto przerwał mu tak przednią zabawę. Męska duma, ot co. A powinien korzystać z grzecznej sugestii cyborga i brać nogi za pas póki jeszcze mógł!
Zaaferowana tym, co działo się naprzeciw niej ledwie usłyszała szelest z boku. Odwróciła delikatnie głowę - szyja mimo wszystko wciąż ją bolała, jednak to i tak było dużo lepsze niż atrakcje, które przygotowałby dla nich Jake. Marceille skrzywiła się nieznacznie gdy zauważyła, że białowłosa znajdująca się teraz obok niej przygląda się czerwonym pręgom na jej szyi.
- Nic mi nie będzie... - odpowiedziała stłumionym głosem, podobnie jak dziewczyna. Marc miała zamiar coś jeszcze dopowiedzieć, jednak dalszą część jej wypowiedzi zagłuszył potężny huk. Spojrzała w stronę gotowych do walki osób, których zarys wciąż widoczny był przez unoszący się teraz w powietrzu pył i spadające kawałki tynku. To jakiś dziwny sposób inicjowania pojedynków, czy po prostu ktoś gromadził w sobie tak dużo agresji, że musiała znaleźć ujście na tej kompletnie niewinnej ścianie.
Teraz rzeczywiście można było powiedzieć, że żarty się skończyły.
Marc odkaszlnęła, próbując pozbyć się z dróg oddechowych pyłu. Kurz opadł już na tyle, że mogła dostrzec sporych rozmiarów wgłębienie w ścianie. Pomyślała o zawalonej części budynku i wyobraziła sobie, co może stać się z tą, jeśli nie przeniosą swojej walki w inne miejsce. Źrenice rozszerzyły jej się w nienaturalny wręcz sposób - była najzwyczajniej w świecie przerażona. Strach sparaliżował każdą część jej ciała, dlatego też nie mogła się nawet ruszyć, mimo że z całych sił pragnęła wydostać się stąd jak najszybciej. Po prostu chciała znaleźć się jak najdalej stąd i zapomnieć o tym wszystkim jak o koszmarze, który wylatuje z głowy tuż po przebudzeniu.

_________________
Aktualny ubiór: koszulka na cienkich ramiączkach i przylegające skórzane spodnie w kolorze czarnym. Na wierzch narzucona luźna, niezapinana ciemnoszara bluza z kapturem. Na nogach czarne glany.
Ekwipunek: woda, telefon, dokumenty, portfel, klucze do mieszkania, srebrny wisiorek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 14
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Pią Kwi 19, 2013 7:20 pm

Gdy Kaz uderzył pięścią w ścianę pozostała trójka wyglądała na całkiem wystraszonych. Dziewczyny siedziały na ziemi obok siebie prawdopodobnie myśląc, że wpadły z deszczu pod rynnę. Rozumiał ich reakcję ale wiedział też, że nie powinny się go obawiać, gdyż nie miał żadnych zamiarów względem nich. Nie było jednak czasu na to by im to tłumaczyć. Jego przeciwnik za to mimo strachu starał się zachować zimną krew. Zdawał się rozumieć sytuację w jakiej się znajdował ale mimo to wolał stanąć do walki niż uciec. Z jednej strony była to godna pochwały odwaga, która w pewien sposób imponowała Kazowi. Z drugiej strony była to czysta głupota bo o ile sam cyborg go nie zabije to z pewnością zrobi to walący się budynek. Jedynie takie opcje zakładał.

Jake chyba coś do niego mówił jednak nie był tego w stu procentach pewien. Słyszał jakieś słowa lecz nie docierały one do niego. Napawał się tą chwilą. Tym napięciem i emocjami jakie kłębią się między przeciwnikami. Mijały sekundy, a dla Kaza były one jak godziny, z których czerpał garściami. Jego ludzka i mechaniczna jaźń kompletnie się ze sobą wymieszały i nie był już sam w stanie przewidzieć swoich ruchów. Gdy tylko koleś zdjął maskę z twarzy i stanął w pozycji bojowej wiedział, że nie ma już odwrotu. Nie żeby planował wycofywać się z walki. Wtedy też przyjrzał się uważnie menelowi i zauważył, że też jest cyborgiem. Jego prawe ramię było zmechanizowane. Nie miało to dla niego jednak żadnego znaczenia.

-O tak. Walka na pięści. Podstawa każdego pojedynku. Tylko głupiec powierza swoje życie broni. - Wydeklamował wyniośle. Po pozycji swojego przeciwnika wiedział też, że inicjatywa należy do niego. To on miał zadać pierwszy cios. Zapewne czarnowłosy sądził, że jeśli będzie się bronić i czekać na ruch Kaza znajdzie się na bezpieczniejszej pozycji. Cyborg nie mógł już czekać ani chwili dłużej.

Wystartował z prędkością pocisku w stronę Jake'a. Wyprowadził cios prawą pięścią prosto w jego twarz by zaraz potem odbić się od podłogi i wykonać kopniaka lewą nogą prosto w jego głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Echo Mei
Dobry gracz
Dobry gracz


Liczba postów : 187
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Pią Kwi 19, 2013 8:44 pm

Echo zastanawiała się co robić dalej. Jeszcze nie widziała czy chce uciekać. Sama nie wiedziała czemu. Po chwili jednak odpowiedź przywędrowała do jej małej główki: była to niezdrowa ciekawość symbial. Niech to szlag.
Po chwili walka się zaczęła. Niedawno przybyły zaatakował. Zdawał się być w swoim żywiole.
Echo odizolowała się na chwilę od otoczenia. Oceniła szanse na przeżycie jej i brunetki która siedziała koło niej. Jakoś mniej zależało jej na chłopaku w czerwonej bluzie (z wiadomych przyczyn) a drugi cyborg chyba sam prosił się o śmierć uderzając w ścianę.
Wyglądało to średnio.
Jeżeli podczas pojedynku cyborgów budynek się zawali, zginą obie. I nie tylko one- zginie każdy w budynku. Było to pewne.
Jeżeli mężczyzna w bluzie wygra pojedynek (co było wątpliwe) pewnie je zabije lub okaleczy, co nie było zbyt wesoła wizją.
Jeżeli ich wybawca wygra, prawdopodobnie puści je wolno.
Jeżeli zginą oboje (bardzo niskie prawdopodobieństwo) to ujdą z życiem.
Czyli ich życie było w połowie zagrożone.
Echo zaklęła cicho pod nosem gdy jej rozmyślania przerwał dźwięk sms'a. Wyjęła telefon z kieszeni. Numer zaczynał się na 302. Czyli newsletter.
Był piątek, wieczór. Newsletter zwykle przychodzi w środy o 16:00.
Czyli coś jest nie tak.
To coś ważnego.
Echo nie miała najmniejszej ochoty czytać w tej chwili sms'ów, ale mimowolnie otworzyła wiadomość i zaczęła wodzić wzrokiem po literach. Im dłużej to robiła tym bardziej zwężały jej się z przerażenia źrenice. W końcu zaklęła cicho.
Bez namysłu podała telefon dziewczynie z czarnymi włosami. Lepiej niech to przeczyta...
"Z ostatniej chwili: Drodzy obywatele Chrono City i ich obrzeży.
Władze ogłasza alarm najwyższego stopnia zagrożenia!
Od wschodniej strony CC sfotografowano dziwne istoty,
które podobno teraz zmierzają wprost na centrum!
To nie są żarty, prosimy więc o udanie się do schronów
do czasu odwołania! Wiadomo nam tylko tyle,
że nie przypominają żadnych z dotychczas widzianych zwierząt."


A niech to szlag.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sędzia
Nowy
Nowy
avatar

Liczba postów : 4
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Sob Kwi 20, 2013 5:01 pm

// Sytuacja była wyraźnie przesądzona. Szykowała się walka, w dodatku nie do końca wyrównana.
Już gołym okiem można zauważyć że Kaz miał znacznie większe
szanse na wygraną. No chyba że Jake miał jakieś ukryte [i]'talenty'
, bądź popisze się
niezwykłym kombinowaniem, aby omamić przeciwnika swoja taktyką i wygrać.
Cóż wszytko się okaże! Jak na razie jednak Jake nie mógł się spodziewać tak
szybkiego ataku z strony przeciwnika. Stał zbyt blisko, był zbyt pewny siebie,
a w dodatku nie przygotował się na ewentualną obronę, jednym słowem - amator.
Taką postawą długo nie wytrzyma.
Cios Kaza był zdecydowany i szybki, a do tego niezmiernie celny.
Już w pierwszej sekundzie polała się krew z nosa Jacoba i mocno
odrzuciło go do tyłu. Był na tyle ogłuszony stalową pięścią, że bez problemów
przyjął na siebie kolejny, krytyczny cios w głowę, który to rozciął mu boleśnie policzek.
Jeśli za moment nie zacznie się bronić, Kaz z całą
pewnością Kaz go zmiażdży !

Kaz wykonał dobry cios, tym sposobem Jake otrzymuje:


Jake otrzymał - 8 punktów życia (pozostało: 92 PŻ)
--------------------- 0 straconych punktów pancerza (pozostało: 15)

Kaz otrzymał - 0 punktów życia (pozostało: 100 PŻ)
--------------------- 0 straconych punktów pancerza (pozostało: 30)


//INFO: punkty są odejmowane za sprawą rzutów kostką http://www.losowe.pl/kostka
Oto screen z rzutu kością TU
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jake Walker
Początkujący
Początkujący
avatar

Liczba postów : 30
Reputation : 0

PisanieTemat: Re: Kostnica   Sob Kwi 20, 2013 7:20 pm

Co się dzieje? Zastanawiał się biedny Jacob, gdy oberwał po pysku z pięści. Potem poczuł blaszaną nogę na swojej twarzy aż ujrzał światłość. Przyćmiło go to na chwile i zabrało dech w piersiach. Nie przypuszczał że ta blaszana puszka od razu go tak boleśnie zaatakuje. Najwidoczniej nie marnował cennego czasu. Miał raczej nadzieje że zacznie od jakiś podchodów, a ten od razu wali w łeb. Spojrzał na puszkę spode łba i rzekł z uśmieszkiem na twarzy
- Nie ładnie, o nie ładnie. - otarł raz jeszcze dłonią policzek.
Jake starał się szybko pozbierać do kupy. Poczuł siarczysty ból na policzku, sięgnął dłonią w to miejsce i...Co, już?! Zaskoczył się gdy dostrzegł że ścieka mu po policzku krew. Miał nieźle rozwalony policzek, a raczej przeciętą na nim skórę. Najwidoczniej narwaniec rozciął mu przy kopnięciu i jakoś go to nie dziwiło, w końcu tyle ostrej blachy na kupie.
Szykowała się trudna walka, jednak Jacob nie dawał tak łatwo za wygraną. Też potrafił co nieco, więc jak tylko wrócił do stabilnej pozycji pionowej, ruszył z kontrą. Blaszak musiał mieć jakiś słaby punkt. Każdy go ma. Jake musiał szybko obmyślić jakiś plan. Miał mało czasu na to, więc pierwsze co mu przyszło do głowy, to zrobić coś, czego blaszana puszka się nie spodziewa. Uskoczył więc w tył, albowiem wiedział już że w boksowaniu nie miał najmniejszych szans. Musiał wymyślić coś zupełnie innego. Zwiększył dystans pomiędzy nimi by jego rywal tak szybko do niego nie doskoczył. Prędko w głowie Jake pojawił się genialny pomysł, który potem w pełni zrealizował. Tuż obok niego był ciężki, blaszany stojak na parasole. Wspaniale! Nigdy wcześniej nie wiedział do czego to tałatajstwo komu służy, skoro i tak każdy parasole kładł gdzie popadnie. No nic, teraz się do czegoś w końcu przyda. Chwycił więc go swoim zmechanizowanym ramieniem i z całych sił cisnął w głowę zapuszkowanego. Nie liczył że zrobi mu wielką krzywdę, ale czuł że gdzieś tam w środku, pod tą stertą blachy, siedzi sobie mały człowiek.Więc taki metalowy kombinezon może robić wewnątrz wiele hałasu, zwłaszcza jak się w niego z całej pety uderzy czymś, co jest skonstruowane z podobnego materiału. Ogłuszenie przeciwnika da Jacobowi trochę czasu na działanie. Miał więc nadzieje, że ma szanse zabawić się w nijakiego 'dzwonnika'. Chwilę po żucie stojakiem, rozpędził się i uderzył w podbrzusze swoją zmechanizowaną częścią ciała, mijając się przy tym z Kazem i stając teraz za nim przykucnął i podciął nogi zmechanizowanego tak, aby go obalić na ziemie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kostnica   

Powrót do góry Go down
 
Kostnica
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Kostnica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
K.A.R.A. 4 :: Strefa II :: Ruiny-
Skocz do: